nareszcie azja, bangkok vol.1 – przeogromny świebodzki.

Nareszcie, po 6,5 h lotu wylądowaliśmy  w Bangkoku. Byliśmy tak podekscytowani, że nie zauważyliśmy Olka i Asi, którzy czekali na nas na lotnisku. Po pierwszych uściskach i papierosie udaliśmy się na stację metra. Aby dotrzeć do naszego hostelu musieliśmy jechaliśmy dwiema liniami metra i rozklekotanym autobusem. W tym czasie podziwialiśmy pierwsze ulice miasta, które nie chciało zasnąć w przeciwieństwie do nas.

DSC_007120140717_212810

Po 2h Hostel – wreszcie upragniony prysznic i zrzucenie z pleców „garba”. Stwierdziliśmy, że nie jesteśmy jeszcze na tyle zmęczeni, żeby iść spać (w czym bardzo pomógł nam prysznic i świeże ciuchy), ruszyliśmy poznawać okolicę. Dokoła znajdowały się bary, salony masażu, stragany na których można było kupić  prawo jazdy, dowody osobiste, jedzenie (skorpiony na patyku, różnego rodzaju robactwo). Nie zdecydowaliśmy się na ekstremalne jedzenie, udaliśmy się do jednego z barów i zamówiliśmy curry, a do tego nie mogło zabraknąć zimnego piwa.  Po biesiadowaniu obraliśmy azymut na Hostel, wracając, niebo rozświetlały nam kolorowe neony, a pod nogami walała się masa śmieci. Gdy dotarliśmy do celu przypomniało nam się, że mamy jeszcze vódkę, którą kupiliśmy na lotnisku w Dubaju, długo się nie zastanawiając otworzyliśmy pierwszą butelkę….

DSC_0131      DSC_0003

Eeee what are you doing here ?– pierwsze słowa, które usłyszałem z rana dobijające się do mojej bolącej głowy. Kiedy udało mi się otworzyć oczy zobaczyłem dziewczynę z obsługi, która chciała posprzątać pokój. Gdy dotarło do mnie, że to nie mój pokój (alkohol oraz atmosfera miasta podziały), przeprosiłem Tajkę i udałem się do siebie. Po jakimś czasie ruszyliśmy zwiedzać. Krajobraz jak z dworca Świebodzkiego we Wrocławiu, przy brudnych, zaśmieconych chodnikach rozstawione stoiska  z ubraniami, przeplatające się z wózkami z jedzeniem, którego zapachy dobijają się do moich nozdrzy (sos rybny, olej, masa przypraw). Nad głowami rozciągają się niezliczone kable oplatające słupy i domy, które wyglądają jakby były poskładane ze śmieci. W uszach słychać odgłosy skuterów, rozklepanych autobusów, co kilka metrów ktoś krzyczy thaj massage, taxi my brother. Kiedy widziałem ludzi siedzących na ulicy, spożywających posiłek z talerza, który leżał zaraz koło nich chciało mi się rzygać.

DSC_0172    DSC_0018

Po jakimś czasie jednak to uczucie niesmaku zniknęło i wszystko zaczęło mi się podobać. Gdy dopadło nas zmęczenie wybraliśmy transport miejski. Wsiedliśmy na łódkę, którą przemierzaliśmy rzeką Menam.  Woda koloru brąz z pływającymi w niej śmieciami, komponowała się z architekturą miasta. Jeżeli chodzi o warunki bezpieczeństwa to ich nie ma. Przystanie nie są dobrze zabezpieczone (brak barierek, ślisko), na łodziach nie widziałem kamizelek ratunkowych, jeżeli jakieś były to na pewno nie starczyłoby ich dla wszystkich pasażerów. Po dotarciu na ląd przerzuciliśmy się na rozklekotany autobus. Naszą klimatyzacją były pootwierane okna, wiatrak znajdujący się koło kierowcy i drzwi wejściowe, które czasem się nie zamykały.

Kiedy nadeszła noc, co w Azji dzieje się momentalnie, wybraliśmy się na posiłek i zimne piwo. W czasie spaceru co chwilę zaczepiali nas Tajowie oferując podwózkę, najlepsze dziewczyny, ping pong show – wydając przy tym dziwne odgłosy. Pierwszy raz miałem okazję zobaczyć Ladyboyów. Muszę przyznać, że wyglądali naprawdę seksownie, nie rozumiem jednak kolesi, którzy dają się nabierać, kiedy usłyszy się ich głos od razu można rozpoznać faceta. Możliwe, że transformacja nie była pełna, a niektórzy z Ladyboyów dorzucają operację dróg głosowych i przez co trudniej ich rozpoznać.

Następnego dnia za cel obraliśmy Grand Palace i było to znakomity pomysł. Jest to ogromny kompleks pięknych budynków (świątyń i rezydencji tajskiego króla).  Warunkiem wejścia było posiadanie długich spodni, których nie mieliśmy, na szczęście spodnie można wypożyczyć lub kupić u pana przy wejściu. Budynki są naprawdę imponujące: duże, pokryte złotem (może to tylko farba),o przepięknej architekturze, których strzegą posągi uzbrojonych potworów. Na ścianach budynków zarówno wewnątrz jak i zewnątrz rozciągają się malowidła przedstawiające bitwy i modlących się mnichów. Dookoła rosną pięknie przystrzyżone krzaki  i drzewa, a obok nich wyrastają kolejni turyści.

DSC_0031   DSC_0030     DSC_0034

Następnego dnia opuściliśmy Bangkok, udaliśmy się  w długą podróż do Krabi. Miasto, które zszokowało mnie na samym początku, stało się jednym z moich ulubionych. Zapachy i widoki biedy przestały przyprawiać mnie o mdłości. Nie widzieliśmy jeszcze wielu miejsc ale pewnie tu jeszcze wrócimy.

dubaj – barok XXI wieku, początek podróży

No to podróż się zaczęła. Dolecieliśmy do Dubaju, gdzie od razu opadała mi szczęka na widok lotniska. Przeogromne terminale, ład i porządek. Szybko ruszyliśmy w stronę wyjścia aby dostarczyć naszym organizmom dawki nikotyny, po wyjściu na zewnątrz BUM powiew gorącego powietrza, które sprawiło, że okulary Michała zaparowały natychmiastowo.

Mieliśmy 11 godzin do następnego lotu więc postanowiliśmy ruszyć na miasto. Wsieliśmy do ostatniego metra i ruszyliśmy do centrum. Naszym przystankiem był Burj Khalifa. Wysiadając na przystanku nie sądziliśmy, że czeka 20 minutowy marsz przez tunel, który  doprowadził nas do jednego z największych centrów handlowych na świecie, z którego nie mogliśmy się wydostać przez kolejne pół godziny – MASAKRA (chyba, że jesteś kobietą ). Gdy wydostaliśmy się na zewnątrz przed nami ukazała się dżungla wieżowców w tym największy budynek świata Burj Khalifa – WOW. WOW zniknęło po godzinie. Mimo, że budynki (szkoło i beton) różną się od siebie, to i tak przestają robić na tobie wrażenie. Szliśmy więc przed siebie z myślą, że znajdziemy coś innego. Szwędając  się po mieście po marmurowych chodnikach (czyste, że można by z nich jeść),otoczeni palami, które świeciły się jak choinki w Boże Narodzenie (zastanawialiśmy się czy to przez Ramadan czy to przez nadmiar pieniędzy), mijały nas cudowne cacka współczesnej techniki (maserati, ferrari, porsche itp.).  Nie przygotowani do duchoty spacerowaliśmy sobie od przystanku do przestanku (klimatyzowane) do godziny 6.30 bo o tej godzinie mieliśmy pierwsze metro na lotnisko.  Nad ranem kiedy siedzieliśmy zmęczeni pod mostem, mieliśmy możliwość oglądania wschodu słońca, które przebijało się przez wielkie wieżowce – muszę przyznać, że widok jest piękny.  Kiedy przyjechało nasze metro ruszyliśmy w stronę lotniska, na którym spędziliśmy trochę czasu robiąc zakupy w sklepach bezcłowych, gdzie ceny  bardzo nas cieszyły. Później wsiedliśmy do samolotu linii Emirates rozkoszowaliśmy się darmowymi drinkami i wideoteką.

Podsumowując, Dubaj jest na swój sposób piękny ale szybko potrafi się znudzić. Każdy fan motoryzacji poczuje się tu jak w raju, a kobiety nie znajdą lepszego miejsca na zakupy ale chyba nie tego oczekujemy od miasta w którym chcemy spędzić wakacje. Nie jest to miejsce,  do którego chciałbym wrócić na dłużej, ponieważ wydaje się strasznie nudny.