bagan – kraina 4tys. świątyń i safari

Po 6 godzinach podróży autokarem w trakcie, której oglądaliśmy birmańskie telenowele dotarliśmy do Bagan. Złapaliśmy świoniobusa  wraz z para Hiszpanów i Japończyków pojechaliśmy do miasta. Przed samym wjazdem, punkt kontrolny, 15 dolców ucieka z portfela. Kiedy rozpakowaliśmy się w pokojach była godzina 5 rano. Ja, Asia i Olek stwierdziliśmy, że może uda nam się zobaczyć wschód słońca nad świątyniami. Nie rozmyślając za dużo wypożyczyliśmy rowery, którymi ruszyliśmy w stronę starego Bagan. Właścicielka hostelu powiedziała nam, że dojedziemy w jakieś 25 min. Jedziemy, jedziemy, a tych świątyń nie ma, chciałbym powiedzieć, że było zajebiście ale nie było. Po drodze mijaliśmy watahę psów, która uwzięła się na jednego biednego psa. Szarpały nim niemiłosiernie, biedak latał do góry, w dół, później szarpały nim na prawo i lewo wycierając biedakiem drogę, słychać było piski, które stawały się co raz cichsze . Nie mogliśmy nic zrobić, nie chcieliśmy, żeby te wilkołaki rzuciły się na nas. Chwilę później przez drogę przebiegł nam pies z dwiema nogami (nogi miał tylko po lewej stronie – PIES BYŁ LEWO STRONNY JAK RUCH ULICZNY), który kicał jakby nic mu się nie stało. To się nazywa chęć do życia. Zmęczeni, przepoceni stwierdziliśmy, że wybieramy pierwszą lepszą świątynie i wdrapujemy się na nią. Niestety przybyliśmy za późno, nie dane nam było oglądać wschodu słońca. Po powrocie do pokoi udaliśmy się spać.

DSC_0025  DSC_0017  DSC_0008

Tego samego dnia wstaliśmy koło 15, niestety dwóch naszych towarzyszy rozłożyła choroba i zostali w pokojach. Ja z Asią dosiedliśmy nasze stalowe rumaki i pędziliśmy szosą ku zachodzącemu słońcu.  Kiedy zjechaliśmy z głównej drogi wjechaliśmy do piaskownicy, co bardzo utrudniało jazdę. Nie poddaliśmy się jednak, brnęliśmy dalej przez pomarańczową pustynię. Z każdej strony wyrastały palmy, a obok nich stały małe, jak i duże świątynie. Nasza trasa przypominała safari z filmów przyrodniczych, mijaliśmy stado garbatych krów i czarno białych kóz. Widoki sprawiały nam dużą radość. Jesteśmy, wreszcie udało nam się dotrzeć do świątyni, którą polecała nam właścicielka hostelu. Ogromna budowla z czerwonej cegły, którą otaczały małe pagody, a na samym szczycie masa turystów, chcących zobaczyć to co my. Przed nami czekało nas jednak nie lada wyzwanie, przy schodach nie było barierek, co dla ludzi z lękiem wysokości, nie jest fajną zabawą. No cóż do odważnych świat należy, udało nam się pokonać strach i czekaliśmy razem z innymi na zachód słońca.  WOW wielka pomarańcza zaczęła się rozkładać i wylewać swój pomarańczowy kolor na wszystkie strony, ogarniając przy tym inne świątynie oraz góry. Dla takich widoków człowiek żyje.  Po zachodzie słońca nastały egipskie ciemności, ale nasze mądre główki wzięły ze sobą czołówki i gnaliśmy po ciemnych drogach Baganu do hotelu, gdzie opowiadaliśmy chłopakom co przegapili.

Kazik Bagan-2  DSC_0030  DSC_0046

Następnego ranka zmotywowaliśmy Michała, żeby pojechał z nimi oglądać wschód słońca, który przegapiliśmy pierwszego dnia. Jechaliśmy ciemną nieoświetloną drogą mijając pielgrzymkę mnichów ubranych w bordowe szaty, dzierżących srebrne misy na dary od miejscowej ludności. Tym razem wybraliśmy inną świątynię, pod którą stały ryksze, świniobusy oraz dzieci, które sprzedawały obrazki i tkaniny. Chodziły dookoła, patrzyły na ludzi swoimi wielkimi, czarnymi jak smoła oczami prosząc, żebyś coś kupił. Jeden chłopiec zaskoczył mnie, gdy zapytał mnie skąd jestem, opowiedziałem, że z Polski odpowiedział mi „komu komu bo idę do domu” i „kup obrazek” całkiem niezłym akcentem. Niestety trzeba przełknąć współczucie, bo tego typów dzieciaków jest w Azji sporo. Kiedy słońce zaczęło wschodzić, czarne pagody zaczęły nabierać swoich naturalnych kolorów, czerń na niebie zaczęła ustępować błękitowi i bieli. Pięknie ale jeżeli miałbym porównywać to zachód był o wiele ładniejszy. Michał źle się czuł, postanowił nas opuścić, razem z Asią ruszyliśmy odkrywać nowe zabytki. Kiedy przechadzaliśmy się wnętrzami świątyń, oglądaliśmy posągi Buddy, wraz z naściennymi malowidłami, muszę przyznać, że momentami czułem się jak Indiana Jones, brakowało mi jednak kapelusza i bicza.  Jeździliśmy tak przez parę godzin napajając się widokami, niestety słońce stało się naszym wrogiem, zmusiło nas do powrotu do naszej nory. Byliśmy jednak zadowoleni z tego co mogliśmy zobaczyć.

DSC_0053  DSC_0076  DSC_0081

Bagan jest moim ulubionym miejscem w Birmie, świątynie są niesamowite i jest ich od groma. Zachód słońca jak i wschód są warte grzechu. Widok małego safari na wszystkich zrobi wrażenie. Ludzie są bardzo mili i uśmiechnięci. Dla każdego coś dobrego.

Kazik Bagan-1  DSC_0024  DSC_0112

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *