krabi – nie zawsze niebiańskie plaże i easy rider

Po wielu godzinach spędzonych w pociągu i autobusach dotarliśmy do Krabi na południu Tajlandii. Piękne widoki zaczęły się jeszcze przed dotarciem na plaże. Dookoła nas znajdowały się góry, a z niektórych miejsc pojedynczo wyrastały skały obrośnięte roślinnością, palmy z niedojrzałymi jeszcze kokosami dodawały uroku. Kiedy znaleźliśmy „ świnobus” (samochód typu pick up z dorobionymi siedzeniami na pace, otoczoną metalowymi rurami ) udaliśmy się na plażę w poszukiwaniu jakiegoś taniego hostelu.

DSC_0098   Krabi-46

Hotel, który znaleźliśmy był przy plaży, więc długo się nie zastanawiając ruszyliśmy w kierunku wody. What the Fuck!!! – na pięknym żółtym piasku masa śmieci: kartonowe pudełka, porozbijane butelki, stare klapki, resztki jedzenia, które wyjadały bezpańskie psy. Bez paniki. Mimo pierwszego złego wrażenia wbiegłem do upragnionej wody. Wchodząc do morza, coś nowego, ciepło ale tak ciepło, że nie muszę się trzymać za jajka, śmiało z uśmiechem na twarzy wchodziłem głębiej. Płynąc i rozkoszując się widokami skał wyrastających z wody dostałem po twarzy pierwszym workiem po jakimś napoju – ok nic strasznego ale zaraz następny, kolejny. KONIEC- jeszcze nigdy w swoim życiu nie dostałem po twarzy jakimś odpadami . Było tylko jedno wyście z tej sytuacji  ZIMNE PIWO.  W czasie oddawania się przyjemnościom alkoholowym do głowy przychodziły nam nowe pomysły, jednym z nich było wypożyczenie skuterów i udanie się w poszukiwaniu czystszych miejsc, które zaspokoją nasze oczekiwania. Poszliśmy więc wcześnie spać, aby mieć do dyspozycji cały następny dzień.

Krabi-27     20140723_205046

UFF JAK GORĄCO – z samego rana słońce i powietrze nas nie oszczędzało, po 10 min. koszulka przykleja się do ciała, a twarz atakuje słony pot.  Udaliśmy się w kierunku wypożyczalni skuterów, gdzie zaoferowano nam automatyczne skutery za 20 zł na dobę, nie zastanawiając się długo ruszyliśmy w drogę. Wiatr w twarz, słońce w kark i my way on the highway.  Jeździliśmy sobie od plaży do plaży i czerpaliśmy przyjemność z kąpieli w ciepłej wodzie o kolorze błękitu.

20140721_160925   Krabi-19

Następnego dnia wybraliśmy się na wycieczkę łódką po okolicznych wyspach. Posejdon nie był dla nas zbyt łaskawy i zafundował nam wysokie fale. W górę, w dół, na lewo i w prawo ale ciągle do przodu, brnęliśmy wytrwale do niebiańskich plaż. Gdy dotarliśmy na ląd, złocisty piasek wdzierał się pomiędzy nasze palce, a błękitna woda zapraszała nas do kąpieli. Na jednej z wysp znaleźliśmy jaskinię, w której znajdowały się drewniane penisy przeróżnych rozmiarów – niektóre dla bardzo wymagających pań albo panów.

DSC_0011   20140723_154442

Przez następne dni padało, kiedy jednak słońce zawitało, zdecydowaliśmy się na kolejną wycieczkę skuterami. Za cel obraliśmy sobie buddyjską świątynię, która znajdowała się na szczycie pobliskiej góry. Gdy dotarliśmy na miejsce, przywitała nas świątynia otoczona przez tygrysy i smoki, obok stało pozłacane drzewo,  na którym można było wieszać swoje modlitwy (wpisywało się je na na metalowej blaszce w kształcie liścia). Zaczęliśmy iść w stronę schodów, a dookoła nas biegały małe małpki i jak zawsze psy. OK teraz wyzwanie, przed naszymi oczami  ukazała się tablica z informacją, że jeżeli chcesz spotkać się z Buddą musisz pokonać 1237 schodów. Ruszyliśmy, w połowie drogi Olek z Asią podali się. Ja z Michałem ruszyliśmy dalej,  wchodząc po schodach czułem się jak Sylwester Stalone biegający po schodach przed walką. Pot spod pach na schodach syf aż strach, poziom wytrzymałości poniżej 10%,a mnie zaczynają mijać schodzący z góry dzieciaki i babcie, którzy mówią, że warto. Znalazłem w sobie więcej sił i ruszyłem dalej ale już całkowicie odosobniony bo Michał stwierdził, że on nie da rady i schodzi. Z każdym kolejnym krokiem coraz gorzej, schody stają się coraz wyższe, nogi zaczynają się trząść, a mój nałóg tytoniowy chce mnie zabić.

JEST!!! ostatni zakręt 1200 schodek. UDAŁO SIĘ!!! Jestem na górze widok jak z bajki, dołączam do wielkiego, siedzącego , złotego Buddy i podziwiam morze palmowego lasu, wynurzające się z niego obrośnięte zielenią góry, które obejmują chmury, w oddali błękitne wodę łączące się z lądem. O jak się cieszę,  dumny z siebie zapaliłem papierosa, który nie zabił mnie kilka minut temu i odpłynąłem.  Podziwiając świątynie naglę ujrzałem Olka, skubany dał radę i się wspiął. Spędziliśmy na górze około 45 min. Wymieniając się swoimi odczuciami w drodze na górę, stwierdziliśmy jednak, że czas wracać bo Asia z Michałem czekają na nas na dole. Pierwszy schodek w kierunku dołu i japonek ześlizguje mi się ze stopy , spada, nie chce się zatrzymać, zza mojej głowy słychać odgłosy turystów OOO JAK MI PRZYKRO, nie wiem czy to dzięki Buddzie ,czy mojemu szczęściu ale japonek zatrzymał się w ostatnim miejscu gdzie tylko mógł . Myślałem, że nic już nie stoi na przeszkodzie, zaczęło lać, a nasze nogi zaczęły dygotać jak galarety. Zabunkrowaliśmy się z Olkiem w jednym z WCtów i czekaliśmy jak wróg w postaci deszczu przejdzie.  Kiedy opady zaczęły słabnąć zdecydowaliśmy się na wymarsz. Gdy znaleźliśmy się na dole wsiedliśmy na skutery i ruszyliśmy w drogę, nagle dopadał nas ulewa, w chwilę byliśmy cali mokrzy. Wiatr nam nie pomagał, strasznie szybko zaczęło robić się zimno, w ruch poszły zęby, a całe ciało dygotało. Czułem, że  wyglądałem jak Crazy Frog. W drodze złapała nas kolejna tropikalna burza, która zmusiła nas do postoju pod wiatą. Kiedy ściana deszczu zaczęła przypominać wodospad, pojawili się pierwsi goście: ropucha i wielki czarny skorpion. Skorpion wypłoszył nas z nory i zdecydowaliśmy się jechać mimo deszczu. Woda pozalewała ulice, a my wjechaliśmy w wielkie bajoro na drodze i przez jakiś czas Olek nie mógł odpalić swojego skutera.  W Hotelu rozgrzewały mnie dwie najtańsze Tajskie dziewczyny, jakie udało znaleźć w sklepie. Następnego dnia ruszyliśmy w podróż do Bangkoku po wizy do Birmy.

20140726_215245   DSC_0087  DSC_0084  DSC_0082

Krabi jest przepięknym miejscem, które ma dużo do zaoferowania jeżeli ma się pieniądze. Piękne plaże, wyspy, góry,  wycieczki łodzią, trekkingi i wiele innych. Można się zrelaksować i dobrze pobawić. Mimo deszczowej pogody spędziliśmy tam miło czas, znów można było się przekonać, że nie ważne miejsce, czy pogoda, najważniejsze jest towarzystwo.

20140723_154431  20140723_160219   DSC_0067

3 thoughts on “krabi – nie zawsze niebiańskie plaże i easy rider

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *