mandalay – miasto zła i pa pa myanmar

Już w Bagan ludzie ostrzegali nas przez przyjazdem do Mandalay. Mówili o nocnych walkach między muzułmanami, a buddystami. Kiedy usłyszałem, że mogę dostać kulkę w łeb, nabrałem dystansu do tego miasta. Mimo wszystko pojechaliśmy, Asia chciał zobaczyć najdłuższy most  z drewna tekowego U Bain Bridge, a Michał miał samolot do Bangkoku. Znaleźliśmy się w na dworcu autobusowym w Mandalay, OOO nie!!! powrót do przeszłości – Yangonu. Duże miasto, chodniki służące ze przedłużenie lokalnego biznesu, a ty sam stajesz się częścią ruchu drogowego łykając wszystkie spaliny, przyjmując na stopy czerwoną śliną po Betelu, a twoje ciało staje się brudne od pyłu mieszającego się z twoim własnym potem.

DSC_0053  DSC_0015  DSC_0007

Olek w dalszym ciągu był chory, stwierdził, że zostaje w hotelu, Asi, Michał i ja ruszyliśmy w kierunku U Bain. Pojechaliśmy tam miejskim autobusem, który wyglądał jak powiększony świnobus. Dzięki młodej, zakochanej parze zaoszczędziliśmy 100 Kjatów ( Birmańska waluta). Tubylcy powiedzieli nam, że powinniśmy już wysiąść (nie widzieliśmy mostu). Dwie kobiety, stwierdziły, że pokażą nam drogę, wiec skorzystaliśmy z ich usług. Skręciliśmy w małą alejkę i wtedy szczęka mi opadła, widziałem już wcześniej biedne dzielnice Azji ale to było apogeum. Domy ledwo trzymały się kupy, wszędzie leżały śmieci, na których siedziała brudna dziewczyna, która czesała sobie włosy palcami i wpatrywała się w nas swoimi czarnymi oczami, które nie miały dna. Dokoła nas spływała woda, która śmierdziała jak z jakiegoś szamba, a zaraz obok kobiety ubrane w podarte ciuchy sprzedawały jedzenie. Nie pierwszy raz chciałem puścić pawia (smród) ale pierwszy raz poczułem współczucie dla ludzi, którzy mieszkają w takich warunkach.

DSC_0054 DSC_0002 DSC_0130

Po 30 min. wędrówki, pytaniu o drogę dotarliśmy na miejsce. Ludzi było od groma, a sam most zawiódł nas. Po zachodzie słońca, czarna szata zakryła niebo, drogę zaczęły oświetlać nam pobliskie stragany i knajpy. Minęła godzina odkąd wyruszyliśmy z mostu, udało nam się złapać  transport za rozsądną cenę. Jechaliśmy z czwórką Ladyboyów, którzy bardzo zaoszczędzili na swojej transformacji. Chłopaki byli ubrani w sukienki, z włosami do ramion, a biustonosze najprawdopodobniej mieli wypchane skarpetami. Nie mówili po angielsku, szeptali do siebie swoim własnym językiem, starając się naśladować głosy kobiet, które nie wychodziły im za dobrze. Kiedy opuszczali nasz pojazd wszyscy ładnie pomachali, wydając przy tym okrzyk BYE BYE.

DSC_0117  DSC_0124  DSC_0127

Następnego dnia pozwiedzaliśmy trochę świątyń, które były naprawdę interesujące. Niestety słońce sprawiło, że kafelki nagrzewały się do takich temperatur, że można by było zrobić sobie jajka sadzone. Skacząc od cienia do cienia, dając przyjemność naszym stopom, zrobiliśmy parę zdjęć i ruszyliśmy w stronę hotelu.

DSC_0019  DSC_0033  DSC_0042

Gdy rozstania nadszedł czas, łzy polały się po policzkach. Opuściliśmy Michała, który miał samolot następnego popołudnia, a nasza wielka trójca udała się w drogę powrotną do Tajlandii. Podróż okazała się chyba najgorszą ze wszystkich. Najpierw długa12 godzinna podróż autobusem, później 6 kolejnych w świnobusie, gdzie towarzyszyło nam 15 tubylców plus kilkoro na dachu (w Polsce siedziało by w nim max 6). Nasze cudowne pupy poobijały się strasznie od drewnianych siedzeń, nogi drętwiały od ścisku i od trzymania w jednej pozycji. W trakcie drogi poszło nam koło i straciliśmy sporo czasu. Kiedy dojechaliśmy do Hpa An była godzina 12:00 mieliśmy 6 godzin, żeby przedostać się do Tajlandii przed zamknięciem granicy. Na stacji oczywiście dopadli nas pośrednicy i taksiarze, nie było się w stanie z nimi dogadać, co chwila zmieniali cenę (od osoby, za wszystkich). Olek z Asią ich zagadywali, a ja w tym czasie chodziłem od autobusu do biur, niestety jeden z naciągaczy chodził przez cały czas za mną ZASRANY „Rzep” nie chciał się odczepić. Najbardziej wkurzające było jednak to, że kiedy miałem już dogadaną cenę z biurem podchodził „Rzep” i gadał coś po birmańsku – nagle słyszałem odpowiedz od kasjera – nie ma dzisiaj miejsc. AAA KURWA !!! jaki byłem zły, ten palant miał jeszcze taki wredny ryj, że chciałem mu przywalić (wcześniej taką nienawiść do tych ludzi widziałem tylko u Olka, który znosi do już od roku). Powoli traciliśmy nadzieję na dojazd do granicy. Ceny transportu były wysokie i nie chcieliśmy być jedynymi białymi w taksówce, gdzie przy punktach kontrolnych dzieciaki z karabinami, domagały by się łapówki, zależało nam na busie wypełnionym przez tubylców. Na dodatek „rzep” ciągle chodził za nami i sprowadzał inny samochód, który nas zabierze. Kiedy facet odpuścił poszedłem szukać hotelu, który mógłby nam załatwić jakiś sprawdzony transport i dowiedzieć się paru rzeczy o punktach kontrolnych. UFFF udało się, znalazłem hostel gdzie dziewczyna udzieliła niezbędnych informacji i zamówiła nam sprawdzony transport. Cena mieściła się w naszym budżecie i komfort jazdy był bardzo dobry (potrzebowaliśmy go bardzo po ostatnim świnobusie).

DSC_0005  DSC_0008 DSC_0024

Dojechaliśmy do granicy, UDAŁO SIĘ!!! Kolejka była strasznie długa i jeszcze koleś sprawdzający paszporty był tak flegmatyczny, że przekroczenie granicy zajmowało wieki. Gdy znaleźliśmy się po Tajskiej stronie, na twarzy Olka pojawił się uśmiech (Olo jako jedyny nie polubił Birmy), tak właśnie zakończyła się nasza przygoda z Birmą.

Podsumowując Birma bardzo mi się podobała: zielone góry, piękne widoki, mili, uśmiechnięci ludzie (większość), Bagan wraz z  Inle mnie oczarowały. Kobiety w tym kraju są bardzo ładne ale niestety nakładają na twarz tę żółtą maź(Thanaka) i ich urok pryska (Michał stwierdził, że dodaje im uroku). Wydają się też strasznie cnotliwe, nie zobaczysz za dużo ciałka, bo nawet w telewizji kiedy kobieta ma większy dekolt jest to ocenzurowane, nie jest to miejsce na podryw. Można za to liczyć na bardzo ładny uśmiech z ich strony. Jeżeli będzie się omijało duże miasta, Birma na pewno otworzy się przed tobą i pokaże piękne zakątki, które na długo pozostaną w pamięci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *