yangon – krew na ulicach i naftalina

Załatwiliśmy wizy do Birmy w ambasadzie w Bangkoku i ruszyliśmy w kierunku granicy. Po całonocnej podróży wylądowaliśmy w Myawaddy ,gdzie wypełniliśmy niezbędne dokumenty,  następnie złapaliśmy transport do Yangonu (jedno z największych miast w kraju). Przy przekroczeniu granicy ciarki pojawiły się na mojej skórze. Widziałem już biedne dzielnice w Azji , lecz w tym przygranicznym miasteczku było jeszcze gorzej: stare zniszczone budynki, smutni ludzie, śmieci mieszające się z błotem na dziurawych ulicach. Do tego wszystkiego dziwne czerwone plamy na chodnikach przypominające krew, było ich tak dużo jak po jakiejś  niezłej bijatyce. Później okazało się, że to przez tutejszy specyfik, bardzo popularny wśród męskiej społeczności zwany Betelem. Zero napisów w języku angielskim i widok samych googlowych napisów (tak nazwaliśmy alfabet Birmański, w którym znajduje się wiele okrągłych liter i towarzyszących im ogonków), sprawiało, że czułem się bardziej nieswojo.

DSC_0165   DSC_0168

W oka mgnieniu otoczyła nas zgraja wampirów z czerwonymi zębami w spódnicach (Lungi) proponując transport. Kiedy dotarliśmy na stację autobusową (podwórko z autokarem), przy pomocy jednego z tubylców (oczywiście za opłatą) zostaliśmy poinformowani, że musimy zrobić kilka kopii paszportów, które będą potrzebne przy punktach kontrolnych w głębi kraju. Gdy ruszyliśmy, poczułem się dużo lepiej opuszczając to miasto.  Kiedy wjechaliśmy na krętą górzystą drogę, widok pól ryżowych u stóp zielonych gór cieszył moje oczy. Uroku dodawały niewielkie wodospady, które powstawały po intensywnych opadach deszczu. Oczywiście wszystko co piękne nie może trwać wiecznie, gdy zjechaliśmy z gór znów pojawiły się zniszczone domy, watahy bezpańskich, pogryzionych psów, bieda i punkty kontrolne, na których stały wychudzone dzieci w obdartych ciuchach z karabinami na plecach. W głowie zrodził mi się pomysł sfotografowania czternastolatka (nie wyglądał na więcej) ale wizja ciężej kontroli lub kulki w moim ciele –  powiedziałem sobie nie.

DSC_0251   DSC_0292

Yangon, złapaliśmy taksówkę, przemierzaliśmy ulice miasta, które powoli kładło się spać. Pokoje i cena w naszym hotelu dobiły nas, chcieliśmy znaleźć coś innego, wiec z Olkiem wybraliśmy się na spacer, po bezowocnych poszukiwaniach stwierdziliśmy, że nie mamy innego wyjścia i zostaliśmy w beznadziejnym hostelu, gdzie wszędzie było czuć naftaliną (ten zapach nie chciał nas opuścić do końca pobytu w Birmie). Następnego dnia znaleźliśmy inne lokum gdzie cena do jakości była przystępna. Pokój był obskurny, zapadające się łóżko, ściany koloru wyblakłej zieleni, w niektórych miejscach grzyb i gratisowy współlokator w postaci karalucha. Po zrzuceniu plecaków, zaczęliśmy podbijać miasto. Odwiedziliśmy parę świątyń, pojeździliśmy miejscowymi autobusami, gdzie ludzie śmiali się z Michała bo biedny biały chłopak był za duży do autobusu. Świątynie były bardzo piękne złociste pagody, które otaczały mury z chroniącymi ich lwami i innymi, zwierzętami. Czasami można się poczuć jak w ZOO figur gipsowych. Zmęczeni zwiedzaniem, dotarliśmy do dworca kolejowego gdzie kupiliśmy bilety do Inle, które było następne na naszej liście.

DSC_0201   DSC_0228  DSC_0225

Yangon jest miastem bez uczuć. Rzadko widać uśmiechniętych ludzi, wszyscy trzymają głowy spuszczone w dół, mężczyźni wyglądają jak Tom Cruz ze wścieklizną z „Wywiadu z wampirem” przez rzucie Betelu. Nie widać par chodzących pod rękę, za rękę, całujących się, przynajmniej wśród par damsko męskich. Chłopcy w spódnicach okazują sobie dość bliską przyjaźń obejmując, trzymając się blisko siebie. Miasto jest szare, smutne, wszystkie budynki są stare i zniszczone, ulice zaśmiecone pokryte czerwonymi harami. Nie poleciłbym nikomu tego miasta, jeżeli ktoś się tam znajdzie i nie chce popaść w depresję, niech szybko  stamtąd  ucieka.

DSC_0266   DSC_0191

One thought on “yangon – krew na ulicach i naftalina

  1. Nie wiem skąd.. Nie! Chociaż wiem skąd!Z projektu MotoXpresss Tour, z video i z relacji na spotkaniu podróżników miałam wizje, że Birma to niezwykle czyste i zielono-mokre miejsce na Ziemii.. Widać chłopcy byli w innym rejonie lub też żuli niejaki Betel o którym wspominasz heh..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *