agra – stara stolica i vikram

Po wyjściu ze stacji, obskoczyło mnie kilku kierowców Tuk-tuków, grzecznie odmówiłem i poszedłem kupić sobie bilet powrotny do New Dehli. Kiedy sprawdziłem mapę miasta stwierdziłem, że do Taj Mahal pojadę taksówka. Zaczepił mnie starszy koleś i powiedział, że za 100 rupi zawiezie mnie na miejsce. Była to dobra cena za dystans 7 km, wiec się godziłem. W czasie podróży starszy, przygarbiony o siwych włosach facet przedstawił się jako Vikram, na moich ustach pojawił się uśmiech, bo takie same imię przybrał Ross z „Przyjaciół”, kiedy udawał chłopaka Pheoby. Mówił dobrze po angielsku, wiec trochę porozmawialiśmy, opowiedział mi trochę o historii Taj Mahal i o wspaniałych czasach miasta. Po jakimś czasie podał mi notes z opiniami ludzi, których woził, a także pokazał cennik. Za 6 godzin wożenia po mieście i bycia przewodnikiem chciał 650 rupi, zszedł do 500.

Po negocjacjach zgodziłem się. Pierwsze miejsce, które odwiedziliśmy był fort, masywna, czerwona, przyozdobiona w balkony i wieże strażnicze fortyfikacja zrobiła na mnie duże wrażenie, nie zdecydowałem się na wejście do środka, był to wydatek przekraczający mój budżet. Vikram zaprowadził mnie w miejsce, gdzie mogłem obejrzeć fort od południowej strony. Przed zobaczeniem Taj Mahal, pojechaliśmy zobaczyć „Baby Taj” skąd został ściągnięty projekt perełki Agry. Wejście kosztowało tylko 100 rupi, więc zdecydowałem się wejść. Biały budynek otoczony murem, w każdym rogu znajdowała się wieża obserwacyjna, na środku każdej ściany znajdowało się strzeliste pomieszczenie, ozdobione w łukami o kolorze czerwonej cegły. Między murami, a budynkiem znajdowały się pięknie przystrzyżone trawniki. Odpoczywałem sobie w cieniu, mój kierowca powiedział, żebym się nie spieszył bo jest co oglądać. We wnętrzu białego budynku mieściły się groby i malowidła naścienne, wszędzie widać było ozdobiony marmur. Nie odpoczywałem zbyt długo bo miejscowi, chcieli sobie robić ze mną zdjęcia.  Uciekłem szybko do Tuk tuka i ruszyliśmy dalej.

Vikram stwierdził, że czas na przerwę. Pojechaliśmy do baru, zamówiłem Bananowe Lasse dla siebie i oczywiście dla mojego kierowcy. Vikram powiedział, że ma dla mnie niespodziankę, wyjął  z kieszeni haszysz, skręcił jonta, ściągnął parę buchów, a później podał go do mnie i powiedział, że to najlepsze towar w północnych Indiach. Spojrzałem na siwego dziadka, na którego twarzy pojawił się uśmiech, a ciało się odprężyło, przejąłem skręta i zaciągnąłem się. Rozmawialiśmy dosyć długo o jego rodzinie, Polsce. Spojrzeliśmy na zegarek, postanowiliśmy, że czas ruszać w drogę. Nie byłem pewny, czy facet jest w stanie prowadzić, bo ja wciąż czułem działanie haszyszu, jednak on stary wyga, wyglądał na skoncentrowanego i trzeźwego.  Vikram powiedział, że powinienem zobaczyć najpierw tył Taj Mahal i jak tutejsi mieszkańcy piorą tkaniny. Wysadził mnie przy rzece, powiedział, żebym poszedł w dół, dodał bym nikomu nie płacił. Jak powiedział tak zrobiłem. Przy brzegu rzeki, kąpały się bawoły, a zaraz obok nich ludzie prali tkaniny, które później kładli na piasku aby wyschły.

2 km dalej dał mi ta samą instrukcję, powiedziałem, że na tablicy informacyjnej jest napisane, zakaz wstępu, odpowiedział, że jestem biały, to mi wolno. Zaufałem mojemu przewodnikowi i poszedłem. Chodziłem po wyschniętej części rzeki, dookoła znajdowały się masy śmieci, w których grzebały swoimi mordami krowy. Po 10 min. spacerze ujrzałem tyły Taj Mahal, wyglądała niesamowicie, utwierdziło mnie to w przekonaniu, że muszę zobaczyć go w całej okazałości. Kiedy robiłem zdjęcia, w oddali usłyszałem krzyki, a w moim kierunku zaczęło biec dwóch facetów ubranych w beżowe ciuchy (policyjne). Schowałem szybko telefon do kieszeni i zacząłem iść w ich kierunku. Podbiegli do mnie z długimi pałkami, krzycząc mówili, że nie wolno mi tutaj być. Skłamałem mówiąc, że szedłem wzdłuż rzeki od mostu i nie widziałem, żadnego znaku ostrzegawczego. Ochroniarze nie mówili dobrze po angielsku, zaczęli prowadzić mnie ku posterunkowi, szli pół metra obok mnie, kiedy starałem się zagadać, mieli oburzone miny, nie odezwali się ani słowem. Doprowadzili mnie do posterunku, gdzie przekazali mnie innemu ochroniarzowi, który powiedział mi jak dojść do ulicy.  Przeszedłem kawałek i dołączyłem do Vikrama, który czekał w tym samym miejscu. Opowiedziałem mu o tym co mnie spotkało, ten mnie przerosił i pojechaliśmy do bram Taj Mahal.

Wstęp kosztował 700 rupi, w środku kompleksu znajdowało się wielu turystów, ale budowla robiła swoje zadanie i zachwyciła mnie. Biały, lśniący, wielki budynek, z łukami i wieżami na których znajdowały się małe kopułki, na dachu znajdowała się wielka kopuła, wyglądał jak z bajki, po prawej i lewej stronie znajdowały się budynki z czerwonej cegły z białymi kopułami zakończonymi szpicami. Droga przedzielona wodą, przyozdobiona trawa wyglądała jakby ktoś rozłożył dywan przede mną. W środku, biały marmur z dodatkami innych kamieni wyglądał przepięknie. Kolorowe wnętrza kopuł o różnych kolorach, powalały na kolana, na samym środku znajdował się grób ukochanej, dla której został wybudowany jeden z cudów świata. Była to najdroższa atrakcja, na która przeznaczyłem pieniądze ale warta każdego rupia.

Po zwiedzeniu „perełki” Agry wsiadłem do Tuk tuka, pojechaliśmy w stronę dworca. Odwiedziliśmy kilka sklepów, oczywiście Vikram ma niepisaną umowę ze sprzedawcami, że przyprowadzi białasów i dostanie jakiś procent z zakupów. Kiedy już zwiedziłem wszystkie sklepy, zapłaciłem za usługę, dałem oczywiście napiwek (byłem bardzo zadowolony) Vikram zapytał się, o której mam pociąg, powiedziałem, że za godzinę, zaproponował, że pojedziemy zatem napić się czaju z jego znajomym. Zgodziłem się, na sam koniec zrobiliśmy sobie zdjęcie, a przy pożegnaniu w mojej ręce znalazł się gram haszu. Powiedziałem, że nie mam pieniędzy, mój kierowca odrzekł, że jest za darmo, a jeżeli ja tego nie spalę to mam dać to jakiemuś świętemu, siedzącemu na schodach Ghatu w Varanasi w drodze do Nepalu. Zgodziłem się i pożegnaliśmy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *