nagarkot – droga „maryśki” i wypadek znajomego

Po podróży wypełnionym po dach autobusie wylądowaliśmy w Nagarkot. Przyjechaliśmy do tego górskiego miasteczka ponieważ, widoki miał być niesamowite. Niestety wredne chmurzyska zakryły nam góry, byliśmy bardzo zawiedzeni. Na szczęście znaleźliśmy tani nocleg, kupiliśmy piwo i usiedliśmy na wzgórzu, rozpoczęliśmy relaks. Dużo rozmawialiśmy na temat kolejnych planów podróży, kiedy wracaliśmy do hostelu zobaczyliśmy na naszej drodze DUŻO, WIĘCEJ, JESZSZCZE WIĘCEJ krzaków „Maryśki”. Pau był naszym druidem, interesował się roślinami leczniczymi, w Barcelonie zajmował się rolnictwem z długimi włosami i brodą przypominał mi Panoramixa z Asterixa i Obelixa. Zaczął pocierać krzaki, aż jego dłonie stały się czarne, kiedy weszliśmy do hostelu Pau zdzierał czarny nalot z dłoni, z którego później ulepił kostkę haszu i skręcił jonta. Kiedy zapadł zmrok poszliśmy do restauracji napełnić nasze żołądki. Ja dałem czadu i zjadłem chowmein, tosta, a później poprosiłem o naleśniki z bananem polane czekoladą. Doznałem ciąży spożywczej. Kiedy surfowaliśmy po Internecie szukając informacji, jak wydostać się z Nepalu wschodnią stroną, Pau znalazł na FB informację, że nasz znajomy Hiszpan, którego poznaliśmy w Pokharze miał wypadek i leży w szpitalu w Kathmandu. Uśmiechy zniknęły z naszych twarzy, postanowiliśmy odwiedzić Gonzalo w szpitalu, kiedy będziemy wyjeżdżać. Kiedy wróciliśmy do hostelu ściany były przyozdobione wielkimi ćmami żółtego koloru, wyglądało to fantastycznie przy żółtym świetle, które dochodziło od żarówek. Z rana poszedłem do lasu, pachniał przepięknie i bardzo intensywnie, już dawno nie czułem takiego zapachu, przez większość czasu moje nozdrza wypełniał zapach kurzu unoszącego się z ulic i spalin ze starych autobusów. Położyłem się na ziemi usłanej dużą ilością igieł, które opuściły drzewa, starałem się nie zasnąć. Kiedy wracałem do hostelu, dziewczynki z rodzinny, u której mieszkaliśmy plotły wianki na ostatnie dni festiwalu Diwali. Spakowaliśmy się i poszliśmy szukać transportu do Kathmandu.

Szpital wyglądał całkiem nieźle, spodziewałem się gorszych warunków. Pokój, w którym leżał nasz znajomy wyglądał lepiej niż u nas w Polsce. Nie byliśmy jedynymi gośćmi, w pokoju znajdywała się Hiszpanka i Chinka. Po uściskach wysłuchaliśmy całej historii. W autobusie znajdywało się 66 osób, cześć ludzi siedziało na dachu, co jest dość popularne w Nepalu. Na zakręcie pojazd przechylił się za mocno i koziołkował na szczęście zatrzymał się na kawałku prostego terenu, dzięki czemu nie wszyscy zginęli. Śmierć w wypadku poniosło 14 osób, w tym dwie dziewczyny z Izraela, z którymi chłopak rozmawiał przed startem autobusu. Gdy jechał w karetce wypełnionej rannymi, jedna Nepalka trzymała w rękach córkę, krzyczał i modliła, później okazało się, że dziewczyna, nie żyje. Kiedy o tym mówił z oczu po policzkach zaczęły ściekać łzy. Miał lekkie limo, rozcięte czoło i  nadszarpany kawałek szyi. Nic groźnego mu się nie stało, ale ze względu na uraz głowy lekarze chcieli go zatrzymać na obserwacji. Powiedział, że już nigdy nie wsiądzie do lokalnych autobusów w tym kraju.

W smutnych nastrojach pojechaliśmy na stację złapać transport do granicy. Po 14 godzinach dojechaliśmy Janakpur w mieście znajduje się świątynia, która jest celem pielgrzymów z Indii i Nepalu. Spędziliśmy tam parę godzin, pierwszy raz kupiliśmy chleb w Nepalu, posmarowaliśmy go dżemem, który był obrzydliwy, w powietrzu unosił się kurz, a na ulicach psy urządzały sobie orgię. W końcu doczekaliśmy się na nasz autobus, który oczywiście był przepełniony, zacisnęliśmy zęby i ruszyliśmy ku Indiom. Na granicy wypełniliśmy papierkową robotę, zjedliśmy ostatni Nepalski posiłek, przeszliśmy przez most, który oddzielał Indie od Nepalu. Na moście jeździły ryksze wypełnione ludźmi i produktami spożywczymi, rzeka była niemal doszczętnie wyschnięta w jej małym strumieniu kąpały się dzieci, a krowy zaspokajały pragnienie. Po Indyjskiej stronie stały rozłożone namioty, wyglądało to jak mały obóz dla uchodźców. Wypełniliśmy kolejne papiery, odpowiedzieliśmy na pytania celników, dostaliśmy pieczątki, złapaliśmy autobus i pojechaliśmy do Siliguri.

Nepal był wspaniały, kolorowe domki, uśmiechnięci ludzie, piękne dziewczyny, świątynie. Przyroda cudowna, piękne Himalaje, rzeki spływające z gór, wiszące mosty, jedzenie. W tym kraju czułem się cudownie, bardzo bym chciał tam wrócić na spływ kajakowy, zdobyć jeden ze szczytów Himalajów i odwiedzić parki narodowe. Mam nadzieje, że do tego czasu rzucę palenie, przybiorę trochę masy i nabiorę formy. KOCHAM NEPAL!!!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *