kolkata – napad bandy dzieciaków i papa Alba, Pau, papa indie

Po ciężkiej podróży Alba i ja dotarliśmy do Kalkuty – miasta matki Teresy. Znów można było poczuć się jak w Indiach, w powietrzu unosił się pył, po ulicach śmigało wiele samochodów, które ciągle trąbiły, tłumy ludzi ocierających się o siebie, zaczepiający sprzedawcy, „cudne” zapachy. Na początku nie wiedzieliśmy gdzie szukać hostelu, więc wzięliśmy taksówkę, kierowca zdarł z nas 200 rupi i zawiózł nas kilometr dalej, tak to się kończy, kiedy przyjeżdżasz do większego miasta i nie wiesz gdzie masz się podziać. Kiedy znaleźliśmy właściwą ulicę doczepił się do nas koleś, który strasznie chciał nam pomóc w znalezieniu najlepszego Guest Housu, proponując przy tym różne narkotyki, menu było bogatsze o grzybki. Szukaliśmy noclegu dość długo ale w końcu zatrzymaliśmy się w hostelu Continental. Zmęczeni, zostawiliśmy plecaki, wzięliśmy prysznic i odpoczywaliśmy.

Pierwszego dnia poszliśmy zobaczyć Victoria Mermorial, po drodze mijaliśmy wielki park, w którym ludzie grali w criketa, piłkę nożną, puszczali latawce, po polanie biegały wychudzone konie. W parku obok zabytku można było poczuć się jak w ZOO każdy, kubeł na śmieci przypominał zwierzaka (małpa, delfin, niedźwiedź). Budynek Victorii wyglądał bardzo ładnie, wykonany z białej cegły, ozdobiony w 4 wieże i kopułę na środku, na której znajdował się archanioł z włócznią, po bokach budynek podtrzymywały kolumny, na każdej drodze prowadzącej do zabytku znajdowały się posągi. Kiedy zapadł zmrok podszedł do mnie hinduski chłopak i zaczął się pytać, jak mi się podobają Kalkuta?, odpowiedziałem i rozpocząłem szereg niekończących się pytań. Okazało się, że koleś jest muzułmaninem, zaczął zadawać mi pytania o Polsce (wcześniej powiedziałem mu skąd pochodzę), gdzie mieszka prezydent? Kto jest prezydentem? Co jest stolicą Polski? Przez jakiś czas poczułem się jak na przesłuchaniu w obozie Al.- Kaidy, która chce przeprowadzić atak na mój piękny kraj. Gdy usiedliśmy chłopak chciał poznać kilka polskich słów. Zapytałem co chce wiedzieć, zapytał, jak się mówi I LOVE YOU, ok, poczułem się trochę dziwnie, bo koleś, siedział bardzo blisko mnie (w głowie przypominałem sobie sytuację z molestowaniem w autobusie Kochi), Alba szybko zareagowała i powiedział, że musimy już lecieć. Pożegnaliśmy się z chłopakiem i ruszyliśmy w stronę Hostelu. Po drodze mijały nas dorożki, które przyciągały wzrok swoimi ozdobnymi, kolorowymi światłami, mógłbym powiedzieć neonami, Kopciuszek by nimi nie pogardził. Mijaliśmy również fontannę, która świeciła i wypuszczała wodę w rytm muzyki wydobywającej się z głośników. Zmęczeni po całym dniu poszliśmy spać.

Następnego dnia wstaliśmy wcześnie i poszliśmy na spacer po mieście. Trzymaliśmy się blisko rzeki, która miała doprowadzić nas do głównego celu wycieczki – Kali Temple, droga była bardzo ciekawa. Zobaczyliśmy kilka ładnych budynków, biorących wspólną kąpiel panów w miejskiej, przydrożnej łaźni, ścianę, której zaprawa była zrobiona z gówna. Weszliśmy na miejski Bazar, gdzie można było kupić wszystko, tłumy ludzi obijających się o siebie, krzyczących, grających w kraty i chińczyka, przeżywało swój kolejny pracowity dzień. Zapytałem się Alby czy czuję się ok, bo na bazarze nie widziałem prawie żadnej kobiety, dzielna Pokahontas powiedziała, że wszystko jest w porządku i poszliśmy dalej. Kiedy zobaczyliśmy jak dużo zostało nam jeszcze do przejścia, zdecydowaliśmy się na transport publiczny, niestety, w miejscu gdzie powinny jeździć tramwaje nie pojawił się żaden. Poszliśmy więc w kierunku portu dla łodzi, okazało się, że statki nie kursują w tą stronę, ale panowie powiedzieli nam gdzie możemy znaleźć autobus, który zawiezie nas na miejsce. Po 20 min. w autobusie, który w środku cały był pokryty drewnem, przypominał trochę salon z westernów, dojechaliśmy do celu. Droga była wypełniona była straganami i żebrzącymi ludźmi. Cały kompleks był pomalowany na beżowo, a pewne części, gównie strzeliste czubki, okna i elementy ozdobne były bordowe, świątynia przypominała mi wielki tort urodzinowy. Do środka ludzie wchodzili na boso, wielu z nich miało kwiaty i świece, które składali przed posągami w ofierze. Zabytek nie wzbudził w nas zachwytu i po krótkim czasie poszliśmy w kierunku promu, który zawiózł nas na drugi brzeg rzeki. Ciężko było złapać transport ze względu na muzułmańskie święto. Po jakimś czasie wsiedliśmy do autobusu, który zawiózł nas prawie pod sam hostel. Pod wieczór, poszliśmy do miasta coś zjeść, na jednej z głównych ulic, przyczepił się do mnie mały chłopiec, chciał pieniądze, powiedziałem, że nie mam i żeby sobie poszedł. Gnojek zaczął wkładać ręce do moich kieszeni, odepchnąłem go lekko, powiedziałem, wyraźniejszym tonem żeby się odczepił. Nie poskutkowało, zbiegło się więcej dzieciaków, jeden złapał mnie za lewą rękę, drugi uwiesił się na prawej, trzeci za nogę, nie miałem już czym się bronić i odpychać tych małych bandytów. Nie pomogły nawet słowa jednego ze starszych tubylców, który mówił , żeby dzieciaki się odczepiły. Nagle, poczułem rękę w mojej tylnej kieszeni, szarpnąłem gwałtownie swoim ciałem, Alba  powiedział, że właśnie straciłem zapalniczkę, która poleciała za płot, te małe hieny rzuciły się na padlinę – swoją zdobycz, ja powiedziałem do Alby ok, uciekamy mamy szanse, tak właśnie zrobiliśmy. Od tamtego czasu kiedy widzieliśmy grupki dzieciaków, przechodziliśmy na drugą stronę ulicy. Sytuacja może była śmieszna przez chwile, ale nie wiedziałem na ile mogłem sobie pozwolić, przecież nie uderzę albo nie rzucę dzieciakiem o ścianę. Po posiłku poszliśmy do parku oglądać zachodzące słońce i cieszyć się ostatnimi chwilami razem, Alba następnego dnia wylatywała do Delhi.

Ostatni wspólny dzień rozpoczęliśmy od wycieczki po pobliskim targu, który mieścił się w pięknym, zabytkowym czerwonym budynku, nieopodal naszego hostelu. Można było tam kupić wszystko, od żywych zwierząt, które zamknięte były w siatkach (prawa zwierząt nie obowiązują) po telewizory. Co jakiś czas ktoś nas zaczepiał proponując swoje towary, zachwalając, że są najlepszej jakości. Pod wieczór wybraliśmy się na kolację i na ostatnie pamiątkowe zakupy. Ulice były zatłoczone, ciężko było się gdziekolwiek dostać, więc stwierdziliśmy, że pójdziemy do pobliskiego baru, spędziliśmy tam ostatnie chwile, pijąc tutejsze piwo Kingfisher, wspominaliśmy wspólne chwile spędzone w podróży, czas zleciał szybko, zamówiliśmy Albie taksówkę i czarnowłosa pokahontas odjechał w żółtym samochodzie w kierunku lotniska, z którego później udała się do Dehli. Wróciłem do hostelu i czekałem na wiadomość od Alby czy bezpiecznie dotarła do celu, po otrzymaniu smsa zasnąłem. Miałem wielkie szczęście, że poznałem Albę i Paua, przewspaniali Katalończycy. Przeżyliśmy razem wspaniałe chwile i przygody. Przez te 3 tygodnie byliśmy małą zwariowaną, śmieszną, radosną rodzinką. Mam nadzieję, że wkrótce się spotkamy.

Obudziłem się w pokoju z lekkim bólem gardła i czułem się słabo, Alba zostawiła mi swoją chorobę. Chwilę później dostałem wiadomość, że Pau jest w Kalkucie. Zdziwiło mnie to ale ucieszyło w jednym momencie. Planował podróż z Darjeeling bezpośrednio do środkowej części Indii, żeby odwiedzić znajomych. Nie zastanawiałem się długo i wziąłem się w garść i poszedłem na spotkanie. Pau opowiedział mi jak było w Sikkim, ja powiedziałem jak minął czas Albie i mnie. Pośmialiśmy się trochę, pogadaliśmy, o korupcji w rządach, konspiracjach, jak za pierwszym razem kiedy się spotkaliśmy w pociągu do Varanasi. Wypiliśmy czaj, który sprzedał nam facet w parku, kiedy zapadł zmrok podziwialiśmy rozświetloną fontannę. Później poszliśmy pod Targ, gdzie wieczorami spotykali się miejscowi, zjedliśmy po Dalu i umówiliśmy się na rano.

Z rana czułem się jak szmata wyciągnięta z gardła, udałem się na śniadanie z Pauem i pożegnaliśmy się. Poszedłem do apteki kupić jakieś proszki, nafaszerowałem się wszystkim, cały dzień spędziłem w łóżku czekając, aż wszystko co złe wyjdzie z mojego organizmu. Niestety proszki nie działały zbyt dobrze i resztę dni szwendałem się po mieście niczym zombie. Miałem misję, zobaczenia większości miasta. Były to moje ostatnie dni w tanich Indiach. Zacisnąłem więc zęby i ruszyłem przed siebie, poszedłem do planetarium,  zwiedziłem kilka kościołów, zrobiłem sobie spacer wzdłuż rzeki Hooghly, która wyglądała jak cmentarzysko statków. Większość z nich były podtopionych a reszta wyglądała jakby zaraz miała pójść na dno. Hooghly dawała radość, tubylcom, którzy byli spragnieni ochłodzenia w ten gorący jak piec, dzień – ponad 40 kurwa stopni. Pociłem się świnia, uciekająca przed rzeźnikiem. Na sam koniec zostawiłem sobie Muzeum Narodowe, nie zrobiło na mnie jednak dużego wrażenia, pewnie dlatego, że widziałem wcześniej Narodowe Muzeum w Londynie, gdzie było dużo Hinduskich zabytków. Nie ma co mówić, a to ponoć Polacy uchodzą za złodziei. No cóż, ma się pewne przywileje, kiedy podbija się kraje.

Ostatniego dnia pobytu w Indiach szwendałem się po ulicach, rozmawiałem trochę z miejscowymi i szykowałem się na lot do Australii. Wieczorem wziąłem taksówkę i ciemnymi ulicami ruszyłem na lotnisko. Wszystko co powitało mnie na samym początku, kiedy wylądowałem w Madurai, żegnało mnie w Kalkucie. Indie przeraziły mnie na samym początku, pierwszy tydzień w mojej głowie, oczach, nozdrzach był przerażający. Jednak pierwszych paru dniach, przyzwyczaiłem się i cieszyłem się otaczającą mnie kulturą. Indie były cudowne, architektura, klimat, ludzie, których poznałem na swojej drodze. Każdemu będę polecał ten kierunek. Jeżeli ktoś chce przeżyć wspaniałą przygodę, popalić trochę trawki, podziwiać przepiękne widoki, poznać ludzi to Indie są tym kierunkiem. Pa Pa Indie!!!

2 thoughts on “kolkata – napad bandy dzieciaków i papa Alba, Pau, papa indie

  1. Kurde czytam w drodze do domu i nim skonczylam,podnioslam glowe i okazalo sie ze jestem przy Wyspie,miejscu naszego lipcowego spotkania ‚goodbye&hug before you leave’.Ps.Super sie czyta o Twoim zyciu jak z luznych przewodnikow robaku 🙂

  2. Widzę, że Indie Ci się podobały, szacun, zwłaszcza, że na pierwszy raz zrobiłeś największe hardcory, takie jak Kalkuta 🙂 Niezła przepaść po Indiach jak się leci do Australii, co?:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *