dunedin – zwierzęta na wolności i wschodnie wybrzeże

Do Dunedin pojechaliśmy razem z Albą w poszukiwaniu zwierzaków, żyjących na wolności, a w szczególności uwielbianych przez tą dziewczynę pingwinów. Dunedin znajduje się na południowym wschodzie południowej wyspy Nowej Zelandii słynie z życia studenckiego i dzikiego życia zwierząt na pobliskiej Peninsuli. W mieście znajduje się wiele wspaniałych budowli z czasów kolonii angielskiej, ulice pełne są barów i znajdziemy tu także najbardziej stromą ulicę na świecie (Baldwin street). Zwiedzanie tego miasta utrudniała nam deszczowa pogoda, ale to co chcieliśmy zobaczyliśmy.

Z Albą wybraliśmy się na wycieczkę po Penisuli, dookoła nas rozciągały się zielone pastwiska po których hasały białe owce, gdzieniegdzie w głąb lądu docierały wody oceanu. Podróżowaliśmy z sześcioma innymi osobami i naszą przewodniczką małym wygodnym vanem. Pierwszym zwierzakiem jakiego zobaczyliśmy był albatros, kurcze, wiedziałem, że te ptaki są wielkie, ale nie przypuszczałem, że aż tak. Latało ich kilka, białe wielkie ptaszyska z wyciągniętymi na całą szerokość skrzydłami szybowały po zachmurzonym niebie, ponoć najlepiej je oglądać, kiedy dzień jest wietrzny. Gdy ruszyliśmy dalej małe brązowe grube stworki zwane foczkami wylegiwały się na skałach wydając okrzyki, a ich oczy (wielkie brązowe, wpatrywały się w nas). Nasz przewodniczka powiedziała nam, że ziemie, na których podziwiamy te stworzenia, są prywatne i firmy płacą im pieniądze, żeby turyści nie mogli sami wchodzić na te tereny. Z dwóch powodów, aby chronić futrzaki i nie stresować ich, jak również ze względów finansowych.

Chwilę później dotarliśmy do pięknej plaży, z pięknym pisakiem , fale obijały się o skały, które znajdywały się po każdym boku plaży. Kiedy schodziliśmy ścieżką na dół, na naszej drodze zobaczyliśmy pingwina, który wyglądał jakby wietrzył sobie pachy, wszyscy staneliśmy jak wryci i zaczęliśmy szeptać, żeby nie spłoszyć zwierzaka. Na twarzy Alby zawitał uśmiech, dziewczyna o mało nie wyskoczyła z siebie. Nic dziwnego bardzo chciała zobaczyć pingwina na wolności (jej ulubione zwierzątko), a ten wyglądał super yellow eye pingwin. Ruszyliśmy dalej zostawiając tego zwierzaka w spokoju, kiedy weszliśmy na plaże zobaczyliśmy lwy morskie, jakie to były ogromne stworzenia, ale ruszały się bardzo powoli, wyglądało to tak jakby ślimak zjadł za dużo i starał się wrócić do domu. Dunedin jest jednym z ładniejszych miast w Nowej Zelandii, warto przyjechać i pochodzić sobie po mieście ale na pewno trzeba się wybrać i zobaczyć zwierzęta, żyjące na wolności.

Następnym miastem na wschodnim wybrzeżu, które odwiedziliśmy było Omaru, bardzo ładne małe miasteczko, które słynie również z kolonii pingwinów. Najbardziej w tym mieście podobała mi się sztuka, przeróżne posągi, statuy zrobione z zardzewiałych części starych maszyn. Warto również odwiedzić  Steampunk, gdzie możecie zobaczyć więcej ciekawej i mrocznej sztuki. Alba i ja stwierdziliśmy, że trzeba poświętować, świetne widoki i raczyliśmy się nowo zelandzkim winem na przybrzeżnych skałach, gdzie odwiedziły nas dwa pingwiny. Spędziliśmy w tym mieście miło czas i była to bardzo fajna przygoda.

Miejscem, które warto zobaczyć na wschodnim wybrzeżu jest Timaru, gdzie znajdują się tak zwane „Smocze jaja”. Odwiedziłem to miejsce z francuskimi znajomymi. Te skały przypominały mi bardziej kozie bobki niż smocze jaja, mimo wszystko było miło oglądać je podczas zachodu słońca. Zwłaszcza, że to jedyne miejsce na naszej planecie, gdzie można je zobaczyć. Wycieczka była prawie udana, niestety w drodze powrotnej, złapała nas policja i okazało się, że mój znajomy nie miał ubezpieczonego samochodu i w plecy poszło 300 dolców. Wschodnie wybrzeże trzeba zobaczyć także, zapraszam i mam nadzieje, że spodoba się  wam tak samo jaki mi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *