don det – 4 tys. wysp i ribbentrop-mołotow

Po długiej, krętej, wyboistej drodze, dotarłem do Don Det. Przepiękne miejsce położone na rzece Mekong wraz z 4 tysiącami innych wysp.

Dzień był gorący, pot lał się ze mnie strumieniami, kiedy wysiadłem z łodzi, przepełnionej turystami i tubylcami, którzy przewozili ze sobą świnie oraz kury, myślałem tylko o zimnym piwie. Szybko wszedłem do sklepu, złapałem co chciałem i usiadłem na żółtym, ciepłym piasku, a nogi zanurzyłem w rzece. Psssss…(magiczny dźwięk otwartego piwa!!!) ten złocisty napój, ochłodził moje gorące ciało – w takich momentach piwo smakuje najlepiej. Okazało się, że nie tylko ja wpadłem na ten cudowny pomysł, dosiadła się do mnie para ze Szwajcarii, którza  jak się okazało podróżowali tym samym autobusem co ja. Miejsce do spania znalazłem dość szybko, byłem bardzo miło zaskoczony ceną i warunkami w jakich przyszło mi spać. Za budkę z wielkim łóżkiem, klimatyzacją, czystą łazienką, tarasem z hamakiem zapłaciłem 5 dolarów z noc. Wieczorem, poszedłem spotkać się ze znajomymi Szwajcarami na kolację. Wybraliśmy bar ze skocznią do rzeki, który przyciągał miłośników skakania do wody. Muszę przyznać, że ludzie skaczący do wody robili niesamowite salta, piruety itp. Nawet my, zdecydowaliśmy się tą rozrywkę. Ja jednak nie odważyłem się skoczyć na główkę, skocznia miała ponad 4 metry wysokości (filmy ostrzegawcze przed skokami do wody, zrobiły swoje)i skakało się do rzeki z niewiadomym poziomem wody.

Następnego dnia odsypiałem podróż, a później poszedłem pozwiedzać wyspę, która jak się okazało, jest całkiem nudna, nie ma tam zupełnie nic, oprócz barów, restauracji i biur turystycznych. Kiedy zgłodniałem, wybrałem bar na zachodniej części wyspy i czekałem na zachód słońca, jedząc kanapkę i popijając zimne piwko. Nagle dosiadł się do mnie Siergeij, zaczęliśmy gadać, jak się okazało chłopak pochodził z Rosji. Musze przyznać, że poznawanie Rosjan po drodze jest dosyć zabawne. Kiedy pada pytanie skąd jesteś i ja odpowiadam z Polski, a strona przeciwna, że pochodzi z Rosji na twarzach pojawia się coś w rodzaju dziwnego grymasu. Na przełamanie lodów, zawszę mówię „Słowiański bracie (lub siostro) odstawmy politykę na bok i napijmy się czegoś mocniejszego, grymas na twarzy zamienia się w uśmiech. Tak też było z Siergejem, który później mnie zaskoczył i przyniósł ze swojego pokoju Żubrówkę (padłem) impreza się zaczęła, dołączyły do nas dwie dziewczyny Lenna i Hanna(Niemki), żeby tego było mało dziewczyny wyciągnęły jonta. Nie będę wam mówił jak skończyła się ta noc ale było super. Gdyby pakt Ribbentrop-Mołotow wyglądał tak samo, wojna skończyła by się znacznie przyjemniej dla wszystkich.

Kolejne dni były bardzo udane. Pojechaliśmy na wycieczkę rowerową na sąsiednią wyspę, podziwiać wodospady. Za przejazd na wyspę musieliśmy zapłacić 35 tys, kip, a rowery kosztowały nas jakieś 10 tys. Nie był to duży wydatek za fajny dzień (no prawie fajny). W czasie wycieczki mieliśmy kilka problemów. Łańcuchy spadały z naszych rowerów dość często, a ja na dodatek złapałem po drodze gumę ale było to tylko pół kilometra przed oddaniem rowerów. Kiedy jechaliśmy na południową część wyspy, przemierzając dziurawe, kamienne drogi nagle w powietrzu zaczął się unosić dość specyficzny zapach, wszyscy spojrzeliśmy na siebie i z naszych ust wypłynęło pytanie „czujecie to” wszyscy odpowiedzieliśmy „TAK!!!”.  Jak się pewnie domyślacie był to zapach MARYCHY, nie to, że dziewczyny miały ze sobą więcej niż 5 gram suszu, zeskoczyły z rowerów i ruszyły w głąb lasu, w poszukiwaniu zielonych krzaków. Nic nie znalazły, więc mogę stwierdzić, że gdzieś tam była niezła plantacja. Zobaczyliśmy wodospady, które były ok, ale dupy nie urywały. Resztę dnia spędziliśmy taplając się w rzece nieopodal naszego baru, w którym się poznaliśmy. Muszę przyznać, że nie pamiętam, kiedy ostatnim razem kąpałem się w rzece (nie licząc spływu na dentkach w Vang Vieng).

Don Det jest super miejscem na relaks. Nie ma tu głośnych klubów, dla fanów filmów, polecam kino na otwartym powietrzu, fani „trawki” polubią to miejsce na 100%, wycieczki rowerowe (tylko rozluźnij swój tyłek)- są przyjemne, dla romantyków polecam zachody słońca w dentce na rzece. Ja przeżyłem tutaj dobre chwile i poznałem fajnych ludzi, życzę tobie tego samego czytelniku. P.S nie bój się zaszaleć w Don Det, możesz zamówić zestaw śniadaniowy z pigułkami.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *