vang vieng – tubing i happy menu

Ohhh Vang Vieng, co to było za miejsce!!! Dużo osób mówiło mi o tym miejscu, że jest to wielka imprezowania i nic poza tym (chyba nie można się bardziej mylić). Miejsce jest przepiękne, rzeka, góry, pola ryżowe, jaskinie, lazurowe oczka. Do Vang Vieng dotarłem po dość długiej podróży, w ciasnym minibusie, chciałem szybko zrzucić graty i zjeść coś w ramach późnego śniadania. Kiedy po długim spacerze znalazłem hostel w rozsądnej cenie, zapoznałem się z innymi mieszkańcami i tak zaczęła się impreza…

Vang Vieng za dnia wygląda jak umarłe, nic się nie dzieje, wiec jest to najlepszy czas na wycieczki, a zwłaszcza wycieczka rowerowa lub skuterowa nad lazurowe oczko wodne (później pełno koreańczków). Ja wybrałem się z Lisą, którą poznałem pierwszego dnia, wypożyczyliśmy rowery i  pojechaliśmy mała żółtą, piaskową ścieżką, która otaczały ze wszystkich stron otaczały zielone wysokie góry. Na miejscu czekało na nas zimne, lazurowe oczko wodne, pluskaliśmy się jak dzieciaki, niestety sielankę przerwał nam najazd Koreańczyków, wskoczyliśmy na rowery i wróciliśmy do wioski i poszliśmy coś zjeść. W 80% restauracji w tej mieścinie puszczają „Przyjaciół” , no więc czekając na jedzenie zdążyliśmy obejrzeć chyba dwa odcinki (nie żartuje, w tutejszych restauracjach na jedzenie można czekać długo). Po posiłku wróciliśmy do hostelu, gdzie zaczęliśmy się integrować z innymi mieszkańcami, grając w bilard, karty i oczywiście spożywając alkohol (vódka Lao Lao, z coca colą świetna ale następnego ranka, kac nie z tej ziemi), który w naszym hostelu był za darmo przez 3 godzinny dziennie. Wieczorem wybraliśmy się do knajpy, niestety, otwarte są one tylko do 00:00, ale cóż ja jestem w czepku urodzony i akurat tego dnia odbywało się „jungle party”. Długo się nie zastanawialiśmy i wsiedliśmy do samochodów na spotkanie z przygodą. Jechaliśmy leśną droga, dookoła nas ciemna dżungla, nad naszymi głowami niebo usłane świecącymi gwiazdami, a gdzieś w oddali słychać było muzykę. Wyskoczyliśmy z pojazdów i dołączyliśmy do bawiących się ludzi, sceneria bardzo mi się podobała dookoła nas paliły się pochodnie, a po całej dżungli latały kolorowe lasery.

Następnego dnia, wraz z Danielem, Szwedem, którego poznałem dzień wcześniej wybrałem się na mała wspinaczkę, góra nie była wysoka ale bardzo stroma z ostrymi kamieniami, musze jednak przyznać, że widok na otaczające nas góry i rozciągające się pola ryżowe był przepiękny. Kiedy zeszliśmy na dół, stwierdziliśmy, że mamy jeszcze trochę czasu do umówionego spotkania z naszymi znajomymi i poszliśmy na spacer po dżungli. Kiedy wróciliśmy do miasta, udaliśmy się do knajpy. Kiedy siedliśmy na naszym stole wylądowały dwa menu jedno zwyczajne (jedzenie i napoje, drugie nazywało się „Happy Menu”, w którym można było znaleźć jonta z trawy, jonta z opium, happy pizza, grzybki, grzybkowy szejk. Oczywiście wszyscy w restauracji wybierali „potrawy” z drugiego menu, w powietrzu unosiły się chmury dymu, z głośników płynęła muzyka reagge, a na twarzach wszystkich ludzi panował uśmiech. Nagle ze stolika obok usłyszałem znajomą polska mowę, tak poznałem Magdę i Maćka, którzy palili opium. Byli oni małżeństwem od 15 lat, i świetnie się bawili w Laosie zadałem im pytanie dlaczego wybrali opium, stwierdzili, że nigdy nie próbowali jakiś mocniejszych narkotyków i chcieli spróbować i nie żałują, poczęstowali mnie, na samym początku chciałem odmówić, ale ciekawość była silniejsza… czułem się trochę sparaliżowany, kanapa mnie wręcz wciągnęła, czułem się bardzo zmęczony (ale w dobrym sensie), zrelaksowany i podniecony. Muszę przyznać, że mimo iż podobało mi się działanie narkotyku, pewnie go nie spróbuje w najbliższej przyszłości – szybko uzależnia. Po nowych doznaniach i aktywnym dniu poszliśmy spać bo następnego dnia zaplanowaliśmy wybrać się naszą grupą na „tubing”.

Tubing to najbardziej popularna impreza w Vang Vieng, polega on na spłynięciu przez rzekę na wielkiej denatce z koła od traktora, spożywając przy tym alkohol i imprezując w barach położonych nad brzegiem rzeki. Właśnie ta impreza rozsławiła to miasto w Laosie. Na ten pomysł wpadła, grupa znudzonych chłopaków. Niestety, kilka lat temu kilka osób się utopiło i większość barów zostało zamkniętych ze względów  bezpieczeństwa, aktualnie na trasie znajdują się dwa bary jeden na początku i drugi gdzieś w połowie drogi. Nasza grupa składała się z dwóch Szwedów, trójki Niemek i mnie. W Pierwszym barze Daniel zaczął grać we wszystkie pijane gry, a my robiliśmy za ekipę dopingową. Po kilku godzinach, DJ rzucił hasło, że zmieniamy bar, wszyscy wzięli swoje dentki i z zapasami piwa płynęliśmy z prądem rzeki do następnego baru, gdzie część ludzi imprezowała w najlepsze, a druga grała w siatkówkę lub koszykówkę.

Następne dni, spędziłem ze znajomymi zwiedzając pobliskie jaskinie, których jest chyba pięć, a może i więcej. Jedną z nich polecam najbardziej, bo można się wykąpać w ciemności w błocie. Dla niektórych może być strasznie i obleśnie mi się jednak podobało. Do jednej jaskini weszliśmy tylko we trójkę Daniel, Johnny i ja. Dziewczyny stwierdziły, że nie wchodzą, bo właśnie tak zaczynają się wszystkie horrory – grupka młodych zjaranych ludzi wchodzi do nieznanego, mrocznego miejsca i zaczynają się dziać złe rzeczy. My jednak nie mogliśmy powstrzymać naszej ciekawości i weszliśmy do środka, ale muszę wam przyznać, że jak światło z wejścia zaczęło znikać, zdecydowaliśmy się na powrót.

Vang Vieng to najbardziej imprezowe miejsce w całym Laosie i każdy, kto tam był na pewno miał dobrą zabawę. Jednak to nie tylko picie i narkotyki ale przepiękne góry, jaskinie, lasy i oczka wodne. Fani sportów również mogą znaleźć coś dla siebie, miejscowi organizują wiele atrakcji, zjazdy na linach, wspinaczki, jazdy kładami, loty balonem. Ja bardzo polecam to miejsce, jeżeli jednak jesteś młodą osobą UWAŻAJ!!! Bo jeżeli lubisz imprezować to możesz z tego miejsca nie wyjechać szybko… narkotyki, alkohol i imprezy zakotwiczyły i wyniszczyły niejedną młodą osobę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *