shinoukville i koh rong – „utopia” i plankton

Do Shinoukville przyjechałem ze stolicy. Miałem zostać, jeden max dwa dni i wybrać się na jedną z pobliskich wysp. Zostałem jednak koło tygodnia. Mój plan pokrzyżował Chiński nowy rok, w samym Shinoukville, była masa turystów. Hostelu szukałem ponad godzinę z ciężkim plecakiem na plecach i z rozgrzanym do czerwoności słońcem na niebie, którego promienie paliły moją skórę, a pot zalewał moje ciuchy. W końcu udało mi się znaleźć hostel „Utopia”, gdzie za noc zapłaciłem 2 dolce. Hostel nie należał do tych czystych, ale nadrabiał klimatem i ludźmi. Do dyspozycji był basen z liną, po której wszyscy starali się przejść ale nikt nie dotarł do końca. Świetny bar z kolorowymi światłami, małymi szczeniakami, które skakały między nogami i piwem za 20 centów. Poznałem tutaj niesamowitych ludzi z Rosji, Chile, Niemiec, Anglii i dwie świetne dziewczyny z Polski Anie i Klaudie, z którymi świetnie się bawiłem (pozdrowienia dziewczyny).

Shinoukville nie ma dużo do zaoferowania, plaże może są piaszczyste, niestety przepełnione turystami (żeby pobyć samemu trzeba się trochę przejść), woda też nie należy do najczystszych. Kiedy zapadał zmrok, ludzie ustawiali się na plaży i puszczali fajerwerki i w knajpach zaczynało się ostre picie i tańce, a następnego ranka nadchodził poranek z kacem. Na najtańsze posiłki chodziłem na bazar koło ronda z wielkim, złotym lwem. W tym miejscu policja łapała najwięcej turystów na skuterach. Jeżeli zostałeś zatrzymany, policjanci przeszukiwali skuter w poszukiwaniu narkotyków, sprawdzanie prawa jazdy i posiadania kasku (jeżeli się popełniło jeden z tych grzeszków, trzeba było sięgnąć do kieszeni). Najlepsze było to, że żaden tubylec, nigdy, nie zostawał zatrzymany. To miejsce uratowali również moi starzy znajomi, którzy przyjechali na wakacje Karolina (znajoma z ogólniaka) i jej chłopak Paweł. Razem spędziliśmy miłe chwile, wspominając stare czasy i ciesząc się wspólnie spędzonym czasem razem tak daleko od domu. Na dodatek przywieźli mi trochę Polskiego smaku KABANOSY I ŻUBRÓWKĘ!!! ( bardzo wam dziękuje).

W końcu turystów ubyło i ruszyłem na Koh Rong jedna z pobliskich wysp wraz z Simonem, chłopakiem ze Szwajcarii, którego poznałem w Laosie i spotkaliśmy się ponownie w „Utopi”. Wyspa była cudowna, z pięknym gorącym, białym pisakiem i lazurową, czystą wodą w której spędzałem godziny. Wieczory to imprezy, imprezy na pięknych plażach z dziewczynami w bikini, gorącymi tańcami wokoło ogniska i otaczających nas pochodni SUPER!!! W nocy, kiedy księżyc nie świeci i na plażach, gdzie nie ma dużo światła z pobliskich barów, mogłem wreszcie zobaczyć świecący w wodzie plankton (niesamowity widok, gorąco polecam), tak mi się podobało, że jednego razu wybrałem się ze znajomymi łódką żeby popływać na środku oceanu, gdzie plankton przyczepiał się do naszych ciał. Pewnej nocy poznałem dziewczynę, która jak się później okazało była kierowniczką jednego z barów i zaproponowała mi pracę za nocleg, dwa posiłki i niezliczoną ilość piwa. Tego typu prac na tej wyspie jest mnóstwo, oferta była bardzo kusząca, ale gdybym ją przyjął zostałbym na tej wyspie na dłużej i wyglądałbym jak niektóry ludzie, którzy tam żyją (zniszczeni przez alkohol i narkotyki), grzecznie odmówiłem. Po 3 nocach spędzonych na wyspie, z żalem wróciłem do Shinoukville i czekałem na wizę do Wietnamu.

Shinoukville nie powala, ale jest jednym z portów z którego odpływają statki na wyspy więc chcąc nie chcąc trzeba tam pojechać. Dla ludzi, którzy chcą poszaleć w klubach, barach miejsce bardzo polecam. Jest to również dobry przystanek na wyrobienie wizy do Wietnamu. Co do Koh Rong to trzeba zobaczyć. Plankton obowiązkowo!!!

 

 

phnom penh – stolica kambodży i killing filds

Przybyłem do stolicy Kambodży, żeby nabyć wiedzę, o tym rozsławionym kraju i wyrobić sobie wizę do Wietnamu. Pozwiedzać kilka świątyń i zobaczyć miejsca, w których odbywały się okrucieństwa na skalę podobną do nazistowskiej, na ziemiach mojej ojczyzny. Muszę przyznać, że zrobiło to na mnie duże wrażenie, a w moim środku zapanował smutek i przerażenie, jak ludzie, mogli dopuszczać się takich czynów.

Pierwszy dzień, nie należał do najlepszych okazało się, że jest sobota i ambasada Wietnamska jest zamknięta. Takie sytuacje się zdarzają, kiedy jest się w podróży od dłuższego czasu i każdy dzień jest dla ciebie weekendem. Nie to było najgorsze, oczywiście mogłem przeczekać weekend i złożyć podanie o wizę, niestety zapomniałem, że nadchodzi CHIŃSKI NOWY ROK!!! Wietnamczycy również świętują w tym czasie, więc ambasada będzie nieczynna na dłużej. LUCKY ME, FUCK!!! Po tych nieprzyjemnych informacjach, szwędałem się po zatłoczonym mieście, zwiedzałem świątynie i inne atrakcje. Jedną z najlepszych, ale po całej Azji, nie powalający okazał się Royal Palace. Na zachód słońca udałem się na promenadę, nad Mekongiem, gdzie znajduje się wiele knajp dla obcokrajowców. Miejscowi, głównie kobiety ćwiczą tam wspólnie aerobik, znajdziesz dzieciaki grające w piłkę, ping ponga itp. W nocy warto zobaczyć nocny market, ale tylko dla tych, którzy są w Azji pierwszy raz lub dla ludzi, którzy po prostu lubią szlajać się po bazarach, kupować pamiątki, próbować ulicznego jedzenia i unikania kieszonkowców.

Kolejne dni były znacznie ciekawsze i bogatsze w wiedzę. Odwiedziłem „Killing filds” i Tuol Sleng (więzienie w byłej szkole), a przy okazji zobaczyłem biedne dzielnice stolicy, które miejscami przypominały slumsy w Mumbaju. Domy zrobione ze wszystkiego, co ludzie znajdywali dookoła, dzieci bawiące się rozrzuconymi śmieciami, żal serce lub dupę ściska, niestety, taka jest rzeczywistość. Więzienie Tuol Sleng na pierwszy rzut oka, nie wygląda strasznie, biały budynek, dookoła zielona trawa, piękne palmy, ale kilka lat temu Czerwoni Khmerzy, zdecydowali się przemienić szkołę w jedno z więzień, w którym torturowano ludzi. Pokoje z poobdrapywanymi ścianami, z jednym, metalowym łóżkiem, które nie służyło do spania, przyprawiało ciarki. Na ścianach szkoły, porozwieszane były zdjęcia ludzi, którzy zginęli w tym okrutnym miejscu, w innych pokojach narzędzia do tortur . Później – bo oczywiście, mało mi było smutnych, tragicznych i obrzydliwych historii udałem się zobaczyć „Killing filds”. Jest to jedno z obozów, gdzie dokonywano egzekucji ludności Kambodży i innych nacji, które w czasach panowania Czerwonych Khmerów znajdowały się w kraju. Kogo zabijali? – wszystkich, ludzi wykształconych (Pol Pot – był przywódcą i kształcił się we Francji), matki, dzieci, obcokrajowców – głównie Chińczyków. „Killing filds” wygląda jak polana, większość z budynków gdzie przetrzymywano ludzi została, rozkradziona przez mieszkańców, którzy potrzebowali materiałów do budowy domów. Na polu są tabliczki, ze zdjęciami i opisami miejsc, które się tutaj znajdywały, w szklanych skrzyniach umieszczone są kości, ubrania itp. Zbiorowe mogiły są ogrodzone i ludzie wrzucają tam materiałowe bransoletki, aby okazać szacunek. Dla mnie najgorsze było drzewo, które służyło do zabijania dzieci (oprawcy, łapali dzieciaki za kostki u nóg i biorąc obrót roztrzaskiwali ich czaszki na tym drzewie), które mogły chcieć zemsty za zabicie ich rodziców. Ludzi zabijano tam pałkami, maczetami, wszystkim byle nie kulami, bo te kosztowały i były potrzebne do walki z wrogiem. Na sam koniec „wycieczki” poszedłem zobaczyć pomnik, gdzie w szklanych szkatułach znajdywały się czaski ofiar, tej straszliwej zbrodni. Jak ludzie mogą robić sobie coś takiego? Zwłaszcza swoim własnym rodakom. Historia tego kraju jest tragiczna. Po zwiedzaniu i zdobytej wiedzy postanowiłem uciekać z tego miejsca.

Phnom Penh jest warto zobaczyć, może nie ze względu na imprezy czy widoki, zabytki też nie są jakieś powalające ale dla ludzi głodnych historii WARTO!!! Jeżeli chcesz dostać się z Kambodży do Wietnamu, możesz wyrobić sobie tam wizę, każda podróż do granicy zaczyna się właśnie z tego miasta, no i co tu dużo mówić, wszystkie drogi w Kambodży prowadzą właśnie tutaj.

 

 

siem reap – ankor wat i węże z pająkami

Na Siem Reap czekałem już dostatecznie długo, było na mojej top liście w Azji. Zanim jednak tam dotarłem, czekała mnie nie długa podróż z Laosu, która trwała około 23 godzin. Podczas tej wycieczki podskakiwałem w autobusie, który jechał po wyboistych drogach, gdzie zgubiliśmy jedno koło. Mijałem po drodze wielki pożar (elektryczny), który strażacy gasili wodą i całkiem niezły karambol. Muszę przyznać, że tak nieprzyjemna przygoda, nie zniechęciła mnie do Kambodży.  W podziurawionym, ciasnym autobusie poznałem kilku ludzi, zaprzyjaźniłem się jednak z dwoma chłopakami z Anglii Sholto i Mika.

Na miejscu znaleźliśmy hostel, który musze przyznać był niezły. Za 4 dolce czyste łóżko w dormie 10 osobowym i hostel posiadał basen, w którym w wolnych chwilach graliśmy w piłkę wodną z innymi lokatorami. Po drzemce, umówiliśmy się na wieczorny posiłek i gromadą ruszyliśmy na podbój miasta. Musze przyznać, że w nocy miasto ożywa, tłumy osób wychodzą na ulice, odwiedzają nocny market, na którym roi się od stoisk z pamiątkami. Ulice rozświetlone są kolorowymi latarniami i porozwieszanymi lampionami oraz innymi świecidełkami. Żadne z tych rzeczy, nie interesowały na nadto, więc ruszyliśmy dalej. Doszliśmy do „Pub Street”, jak sama nazwa wskazuje, pubów było w cholerę, każdy z nich posiadał naganiaczy, którzy kusili cenami 20 centów za piwo ( w Kambodży używa się dolarów amerykańskich). Nie trzeba było nas długo namawiać i zrobiliśmy sobie drogę piwną od baru do baru. Na ulicach pełno było straganów z „ulicznym jedzeniem”, Tajlandzkie robactwo i skorpiony zmieniły się na Kambodżańskie robactwo, węże, wije i pająki na patyku. Ludzie tańczyli nawet na ulicy, bo w klubach nie było miejsca. Działo się tak, każdego wieczora. Ja jednak po szalonym Laosie zdecydowałem się odpuścić co nie co i dać odpocząć wątrobie.

Nastał długo upragniony dzień i wraz z chłopakami pojechaliśmy tuk-tukiem zobaczyć kompleks świątyń Ankor Wat (tak jest, to nie tylko jedna świątynia). Wstaliśmy o 5 rano, nie pamiętam, kiedy ostatni raz, podniosłem ciało z wyra tak wcześnie. Nasz kierowca przez całą drogę oferował nam trawę, chłopaki się skusili ja odmówiłem – co za dużo to nie zdrowo, a musze przyznać, że nie było łatwo powiedzieć NIE!!! Kiedy wszyscy mówią tak. Giedy dotarliśmy na miejsce, ludzi było od groma, wyglądało to jak wielkie mrowisko, kolejki wyglądały jak długie leniwe węże. Kiedy dotarliśmy do kasy, pozowaliśmy do zdjęcia, które znajduje się później na bilecie (możecie sobie tylko wyobrazić, jak ludzie wychodzą na tych zdjęciach, kiedy większość z nich wstaje o 5 rano na kacu). Zaczęliśmy zwiedzanie, ciężko było zrobić dobre zdjęcia  gdy dookoła tłumy „człowieków”. Zabytki mnie zachwyciły, jest to jeden z tych zabytków, które robią wrażenie. Przepiękne budowle, w wielu miejscach zawalone, zniszczone  ale nie zabiera im to ich piękna, budzą respekt i szacunek dla ludzi, którzy to budowali. Strzeliste wieże, przejrzyste tunele, komnaty z surowego kamienia, a wszystko to otaczają lasy. KURAWA jakie to musiało być piękne, kiedy to wybudowali i wszystko było jeszcze dziewicze – pomyślałem. Jak już wcześniej wspomniałem jest to cały kompleks świątyń, także przejeżdżaliśmy przez mosty, których „broniły” kamienne posągi, otaczały nas parki i lasy, ludzie jeździli na słoniach, a każda następna świątynia miała coś innego do zaoferowania. Ze ścian świątyń wystawały twarze, niektóre przyjazne, inne budzące grozę, drzewa obejmujące mury, wyglądały niesamowicie. W czasie naszej podróży, stwierdziłem, że rząd Kambodży musi na tej atrakcji robić duże pieniądze, nasz kierowca, szybko wytłumaczył mi, że wszystkie pieniądze idą do Wietnamu (napiszę w innym artykule). Mike stwierdził, że byłoby super zobaczyć to miejsce w nocy, po zażyciu grzybków,  Sholto i ja nie mogliśmy się z tym nie zgodzić, lecz znów do akcji wkroczył kierowca, wylał nam na głowy kubeł zimnej wody ,powiedział, że w nocy ochroniarze strzelają tutaj do wszystkiego co się rusza. Nie chce mi się nawet myśleć ile producenci „Tomb raidera” musieli zapłacić kasy, za kręcenie tutaj filmu.

Drogi czytelniku, to miejsce musisz odwiedzić!!! Zobacz na własne oczy te przepiękne budowle, które są ….. sam się przekonasz. Wieczorem albo w dzień napijesz się zimnego, taniego piwa, którym nacieszysz swoje rozgrzane ciało po gorącym dniu lub rozgrzanym w czasie imprezowania w jednym z klubów. Fani seks turystyki, znajdą tutaj coś dla siebie, smakosze no cóż –n czeka na was wyzwanie.