ha long bay – piraci z zatoki i góry wyrastające z wody

Ha Long Bay było jednym z miejsc dla, których przyjechałem do Azji. Widziałem to miejsce na wielu filmach i nie mogłem się doczekać, żeby zobaczyć to na własne oczy. Ciągle jeszcze miałem uśmiech na twarzy po pierwszym razie w Ninh Binh ale nie mogłem się doczekać, żeby wskoczyć na jedną z łodzi i pływać miedzy pięknymi zielonymi górami.

W porcie zimny powiew wiatru, znad morza, rozpieszczał moją rozgrzaną od słońca twarz, siadłem przy grupie ludzi, z którymi czekaliśmy na przydział na łodzie. Przydzielano nas według wieku, co bardzo mnie ucieszyło. Ludzie na pierwszy rzut oka wyglądali na zabawnych i głodnych dobrej zabawy. Z tego czego się nauczyłem przez całe swoje życie, że jak masz nudnych ludzi dookoła siebie to potrafią zniszczyć nawet najlepszą wycieczkę. Kiedy przydzielili nas do łodzi, wszyscy zrzucili plecaki i zakwaterowaliśmy się w naszych kajutach, w mojej pachniało trochę stęchlizną, jak się później okazało, nie tylko w mojej, ale porównując to w jakich miejscach spałem wcześniej to całkiem niezłe warunki i na dodatek jako jedyny byłem sam. Kapitan zaprosił nas do stołu, gdzie zjedliśmy obiad i wypiliśmy pierwszy toast za bezpieczną podróż.

W oddali widać było zielone góry, które wyrastały z morza. Pierwszym przystankiem były jaskinie, które można powiedzieć zostały odkryte całkiem niedawno bo jakieś 100 lat temu, przez jakiegoś rybaka. Oczywiście zrobiono z nich atrakcję turystyczną. Kiedy weszliśmy do środka zrobiło się chłodno i kolorowo. Kolorowo w jaskini ?? Tak bo ściany skał, które nas otaczały zostały oświetlone przez: żółte, zielone, niebieskie i czerwone światła. Wyglądało to ładnie, ja jednak nie jestem fanem tego typu rzeczy (upiększani czegoś co i tak już jest piękne). Po wyjściu z jaskini, która nie była długa , znajdowały się z sklepy z pamiątkami, nikt z naszej ekipy nie był jednak zainteresowany i szybko wróciliśmy na naszą łajbę i popłynęliśmy dalej. Kiedy wpłynęliśmy do zatoki, góry były wszędzie widok był niesamowity, bardzo się cieszyłem, bo nie zawiodłem się, było to na co czekałem, zjedliśmy szybką kolację i cieszyliśmy się darmowymi piwem. Kapitan powiedział, że życzy nam dobrej i bezpiecznej zabawy. Ludzie na mojej łodzi byli super, wszyscy chętni to dzikiej zabawy, najpierw zaczęliśmy skakać do wody z najwyższego pokładu (co teraz, jest już chyba zabronione), woda była lodowata ale nikomu to nie przeszkadzało. Kiedy zapadał zmrok, wróciliśmy na główny pokład i zaczęliśmy grać w pijackie gry. Załoga oznajmiła, że darmowy alkohol się skończył, ale bar jest ciągle otwarty (ceny 250%), wiec stwierdziliśmy, że idziemy do naszych kajut i kontynuujemy imprezę tam, resztę pozostawiam waszej wyobraźni, ale większość z nas wstała bardzo szczęśliwa nie licząc kaca.

Następnego ranka, załoga zaczęła budzić nas na śniadanie, ale 60% z nas nie wstało, później zwodowano dla nas kajaki, którymi pływaliśmy godzinę po zatoce. Ja i Zoe dotarliśmy na najbliższą plaże, ona zaczęła się opalać, ja pływałem w wodach zatoki i rozkoszowałem się widokiem otaczających mnie gór. Kiedy, wróciliśmy na pokład, łódź ruszyła ku wiosce rybackiej. Ludzie, żyją tam w domkach na wodzie, przy, których mają swoje farmy. Przygoda z Ha Long Bay szybko się skończyła, kiedy zacumowaliśmy do portu, pożegnaliśmy się, wymieniliśmy się kontaktami i każdy ruszył w swoją stronę.

Przygoda z Ha Long Bay była super, widoki niesamowite i na dodatek poznałem wspaniałych ludzi. Tego nie można przegapić. Już nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć to miejsce w jakimś filmie i powiedzieć HAHAHAHA BYŁEM TAM !!!

ninh binh – pierwsze góry w wietnamie i wyprawa łódką

Ninh Binh jest jednym z moich ulubionych miejsc w Wietnamie. Położone niedaleko miasta Tam Coc na północy Wietnamu, jakieś 100 km od stolicy kraju – Hanoi. Oprócz tego, że miejsce wypełnione jest górami i pięknymi polami ryżowymi, to też jedna z byłych stolic Wietnamu. W Ninh Binh byłem dwa razy, i za każdym razem czułem się tam wspaniale, widoki powalają i jeszcze można dowiedzieć się czegoś o historii tego Azjatyckiego kraju.

Za pierwszym razem podróżowałem na budżecie więc podarowałem sobie spływ rzeką. Dużo osób mówi, że to najlepsza atrakcja tego miejsca, ale przekonałem się na własnej skórze, że droga lądowa też jest przepiękna. Swoją przygodę z Ninh Binh zacząłem na zdezelowanym rowerze, bez hamulców, aby się zatrzymać używałem swoich nóg niczym Fred z popularnej bajki Flintstonowie. Nie patrząc na trudności ruszyłem w nieznane góry. Od pierwszych minut zaczęło mi się tam podobać. Wielkie zielone garby były wszędzie, ustępowały niechętnie miejsca polom ryżowym.  Co jakiś czas można było zobaczyć wietnamskie, małe świątynie, domki farmerów i cmentarze. Błądziłem w tych górach cały dzień w niektórych miejscach zatrzymywałem się na dłużej i cieszyłem się ciszą i spokojem. Wspinałem się na góry, gdzie cały spocony podziwiałem widoki przepięknych dolin. Za pierwszym razem, nie mogłem zobaczyć wszystkiego, w tym samym czasie, kręcone były zdjęcia do nowego filmu KING KONG. Tak właśnie, jeżeli moje zdjęcia i opisy to dla was za mało zobaczcie film.

Za drugim razem wybrałem się z moim dobrym przyjacielem Sachą. Tym razem mogłem podziwiać to piękne miejsce z małej łódki, naszym „kapitanem” była stara wietnamka, która wiosłowała stopami. Płynęliśmy rzeką, wraz z innymi łódkami, otaczały nas kwitnące pola ryżowe, okrążeni byliśmy przez góry, wpływaliśmy do jaskiń, gdzie cieszyliśmy się chłodem, słońce tego dnia dawało o sobie znać. Podróż trwała ponad godzinę i na samym końcu w jednej z jaskiń, wietnamki na łódkach sprzedawały zimne napoje, oczywiście, po cenach z kosmosu i namawiały nas na kupno napoju i owoców dla naszego „kapitana”. Skończyło się na tym, że kupiliśmy po zimnym piwie, co było genialnym pomysłem, bo ciało poczuło się o wiele lepiej – jak po zażyciu lekarstwa. Przy porcie, kiedy wysiadaliśmy, pani zaczęła krzyczeć NAPIWEK, NAPIWEK !!! (Ja już byłem wkurzony) Jak zapytaliśmy się, ile napiwku pani sobie życzy to krzyczała 120 tys. dongów ( napiwek 80%), daliśmy 30 i cieszyliśmy się, że na pożegnanie nie dostaliśmy wiosłem po głowach.

Jak dla mnie Ninh Binh to jedno z najpiękniejszych miejsc, jakie natura obdarzyła naszą planetę. Każdy, kto przyjeżdża do Wietnamu powinien odwiedzić to miejsce.