ninh binh – pierwsze góry w wietnamie i wyprawa łódką

Ninh Binh jest jednym z moich ulubionych miejsc w Wietnamie. Położone niedaleko miasta Tam Coc na północy Wietnamu, jakieś 100 km od stolicy kraju – Hanoi. Oprócz tego, że miejsce wypełnione jest górami i pięknymi polami ryżowymi, to też jedna z byłych stolic Wietnamu. W Ninh Binh byłem dwa razy, i za każdym razem czułem się tam wspaniale, widoki powalają i jeszcze można dowiedzieć się czegoś o historii tego Azjatyckiego kraju.

Za pierwszym razem podróżowałem na budżecie więc podarowałem sobie spływ rzeką. Dużo osób mówi, że to najlepsza atrakcja tego miejsca, ale przekonałem się na własnej skórze, że droga lądowa też jest przepiękna. Swoją przygodę z Ninh Binh zacząłem na zdezelowanym rowerze, bez hamulców, aby się zatrzymać używałem swoich nóg niczym Fred z popularnej bajki Flintstonowie. Nie patrząc na trudności ruszyłem w nieznane góry. Od pierwszych minut zaczęło mi się tam podobać. Wielkie zielone garby były wszędzie, ustępowały niechętnie miejsca polom ryżowym.  Co jakiś czas można było zobaczyć wietnamskie, małe świątynie, domki farmerów i cmentarze. Błądziłem w tych górach cały dzień w niektórych miejscach zatrzymywałem się na dłużej i cieszyłem się ciszą i spokojem. Wspinałem się na góry, gdzie cały spocony podziwiałem widoki przepięknych dolin. Za pierwszym razem, nie mogłem zobaczyć wszystkiego, w tym samym czasie, kręcone były zdjęcia do nowego filmu KING KONG. Tak właśnie, jeżeli moje zdjęcia i opisy to dla was za mało zobaczcie film.

Za drugim razem wybrałem się z moim dobrym przyjacielem Sachą. Tym razem mogłem podziwiać to piękne miejsce z małej łódki, naszym „kapitanem” była stara wietnamka, która wiosłowała stopami. Płynęliśmy rzeką, wraz z innymi łódkami, otaczały nas kwitnące pola ryżowe, okrążeni byliśmy przez góry, wpływaliśmy do jaskiń, gdzie cieszyliśmy się chłodem, słońce tego dnia dawało o sobie znać. Podróż trwała ponad godzinę i na samym końcu w jednej z jaskiń, wietnamki na łódkach sprzedawały zimne napoje, oczywiście, po cenach z kosmosu i namawiały nas na kupno napoju i owoców dla naszego „kapitana”. Skończyło się na tym, że kupiliśmy po zimnym piwie, co było genialnym pomysłem, bo ciało poczuło się o wiele lepiej – jak po zażyciu lekarstwa. Przy porcie, kiedy wysiadaliśmy, pani zaczęła krzyczeć NAPIWEK, NAPIWEK !!! (Ja już byłem wkurzony) Jak zapytaliśmy się, ile napiwku pani sobie życzy to krzyczała 120 tys. dongów ( napiwek 80%), daliśmy 30 i cieszyliśmy się, że na pożegnanie nie dostaliśmy wiosłem po głowach.

Jak dla mnie Ninh Binh to jedno z najpiękniejszych miejsc, jakie natura obdarzyła naszą planetę. Każdy, kto przyjeżdża do Wietnamu powinien odwiedzić to miejsce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *