datong – wisząca świątynia i groty z 51 tys. buddy

Do Datong wybrałem się z Niyą. Na szczęście, podróż pociągiem, nie była tak długa jak do Xi’an i mieliśmy miejsca siedzące, aczkolwiek to kolejne 11 godzin. Niya chciała przespać większość podróży, niestety nie pozwolili jej na to inni podróżni, bo ciągle wypytywali o mnie, albo robiła za tłumacza. Na Datong mieliśmy 3 dni, co wystarczy na zobaczenie wszystkiego w tym „małym mieście”, w którym mieszka ponad milion ludzi.

Tym razem podróżowanie było łatwiejsze bo Niya mówiła po chińsku, wiec z komunikacją nie było problemów. Po zakwaterowaniu i krótkiej drzemce ruszyliśmy do Grot Yungang. Miejsce to jest znane ze względu na ilość posągów Buddy, bo jest ich tutaj 51 tysięcy. Nie liczyłem ich, ale mogę w to uwierzyć. Na miejscu widzieliśmy wiele grot, które znajdują się w górach. W grotach jak i na zewnątrz znajdują się rzeźby Buddy duże, małe i mikroskopijne. Na tym wielkim obszarze znajdą ja się również liczne świątynie i muzea. Posągów Buddy mogło być więcej niestety Mao to przeszkadzało i zdecydował się, żeby część wyburzyć. Mimo iż miejsce bardzo mi się podobało to nie rozumiem po cholerę tworzyć tyle posągów. Wyglądało to trochę jak Barok – za dużo wszystkiego. Po zwiedzaniu i podróży pociągiem poszliśmy spać następnego dnia chcieliśmy zobaczyć wiszące sanktuarium i trochę miasta.

Muszę przyznać, że miasto Datong nie powala, oprócz starego miasta, które ogrodzone jest murem. Stare zaniedbane budynki, nudna, bezbarwna architektura. No ale to miasto słynie z nudli i Niya nalegała, żebyśmy spróbowali. Nie jestem wielkim smakoszem , a na dodatek moje podniebienie zniszczone jest przez palenie, ale muszę przyznać, że jedzenie i sam makaron były bardzo dobre.  Po południu pojechaliśmy zobaczyć wiszącą świątynie. Świątynia podobała mi się bardziej niż poprzednie groty i była jedyna w swoim rodzaju, we wcześniejszej podróży po Azji jeszcze czegoś takiego nie widziałem. Świątynia przytwierdzona jest do góry , kilkadziesiąt metrów nad ziemią, wykonana jest z drewna i w chińskim stylu. Budowle maja po trzy piętra, prowadzą do nich czasami wąskie zawieszone mosty. W środku znajdują się posągi buddy i sakralne artefakty. Po kilku chińskich muzeach, nie powalają. Mimo wszystko miejsce jest położone w ciekawym miejscu i jest czym nacieszyć oczy. Poszliśmy jeszcze raz do starego miasta i chodziliśmy małymi uliczkami, podziwialiśmy małe domki, koloru szarego z dużą ilością lampionów. Na ulicach ludzie grali w chińskie gry, i obiadali się śmierdzącym tofu. Z tofu jest jak z serem (dla mnie) im bardziej śmierdzące tym lepsze. Kiedy ja zajadałem kolejne tofu Nija rozkoszowała się herbacianymi lodami, których ja nie nawidzę.

Datong jako miasto mi się nie podobało.  Uważam jednak, że warto poświęcić na to miasto 3 dni, myślę, że można wszystko zobaczyć nawet w dwa. Zjeść dobry makaron, zobaczyć zabytki nieopodal miasta.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *