zaghura – miasto z pisaku i przejażdżka na wielbłądach

Zaghura jest wyjątkowym miastem, nigdy w życiu nie widziałem czegoś podobnego. Miasto wygląda jakby było ulepione z piasku. Kiedy przyjechaliśmy na miejsce, nie mogłem uwierzyć własnym oczom przepiekne mury otaczające miasto, dookoła wspaniała zieleń widok jak z bajki. Na miejscu mogliśmy zobaczyć jak miejscowi: robią wazy, wypalają obrazy i wyrabiają misy. W tym miejscu kręcono wiele filmów o ile dobrze pamiętam: Gladiatora oraz Grę o tron. Uwielbiam oglądać filmy i powiedzieć sobie „widziałem to, byłem tam”, w tym wypadku było odwrotnie ale też fajnie.

Naszym następnym przystankiem była pustynia. Nie jechaliśmy długo, a po drodze mogliśmy zobaczyć duży kanion, który zrobił na nas duże wrażenie. Kiedy dojechaliśmy na miejsce czekało na nas stado wielbłądów. Muszę przyznać, że nie jestem fanem jeżdżenia na zwierzętach ale musiałem spróbować. Zapaliłem camela i wsiadłem na camela. Gdy zwierzak zaczął się podnosić muszę przyznać, że trochę się bałem bo było trochę wysoko i nie czułem się pewnie za „kółkiem”. Po dziesięciu minutach jazdy na wielbłądzie, wysokość nie była taka zła, niestety mój tyłek i jaja zaczęły odczuwać ból, nie mogłem się doczekać jak zejdę z tego pięknego zwierzęcia, niestety czekała nas długa droga. Kiedy dotarliśmy na miejsce poczułem niesamowitą ulgę. Nasi beduini związali wielbłądy i zaprowadzili nas do naszego obozowiska.

Kiedy, młodzi beduini przydzielili nas do namiotów, zostawiliśmy nasze plecaki i udaliśmy się na kolację. Zjedliśmy Harirę lokalną zupę i muszę przyznać, że smakowała niesamowicie, stałem się fanem marokańskiej kuchni. Po kolacji chłopaki zaczęli grać na bębnach, a ludzie zaczęli tańczyć pod niebem pełnym gwiazd. Z Vicky zaczęliśmy gadać z chłopakami ze stanów, którzy zjeździli całe Maroko, ta podróż była ich ostatnim przystankiem przed powrotem do domu. Nasi nowi znajomi zaproponowali zapalenie haszyszu i się zgodziliśmy, spędzaliśmy razem super wieczór opowiadając historie z podróży. Dużo osób z naszego obozu zdecydowało się spać na zewnątrz, ponieważ w namiotach było strasznie duszno. Zasypianie po haszyszu było bardzo przyjemne i temperatura była idealna. Niestety po jakimś czasie zaczęło strasznie wiać i wszyscy mieli usta pełne pisaku, na samym początku staraliśmy się zakrywać kocami ale to też nie pomagało i zwinęliśmy się do naszych namiotów.

Musze przyznać, że wyprawa była bardzo fajna Zaghura zrobiła na mnie duże wrażenie, jazda na wielbłądach sprawiła ból ale haszysz i harira przyniosły ulgę w cierpieniu. Piasek w ustach czułem przez cały następny dzień.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *